POŻEGNANIE LATA

Minęło najkrótsze lato, najkrótsze wakacje, jakie można sobie wyobrazić. Niektórych dwutygodniowe urlopy są dłuższe niż mój dwumiesięczny. Każdy wie, że lato kończy się pierwszego lipca, a z nim wakacje — w najlepszym wypadku trwa do pierwszego sierpnia — ale ciągle szokuje to, z jaką werwą wszedł w życie podatek od dorosłości. Wiedziałem, że wakacje skończą się pojutrze — skończyły się jednak nazajutrz — a pomimo chęci nijak nie dało się przygotować na ich koniec. Za chwilę zaczną spadać liście z drzew, w zapomnienie odejdzie smak truskawek i dotyk słońca na skórze, trzeba będzie iść na groby i wymyślić co w tym roku z prezentami na pięciominutowe święta.
W moim wspomnieniu lata kładę się spać i wstaję, wstaję i kładę się spać, a między jednym a drugim jest czarna plama przerwy, podczas której organizm chce wypocząć, ale nie jest mu to dane. Dni tym bardziej są krótkie, ponieważ wypełnia je praca — przetłumaczyłem ponad trzysta stron powieści, która mnie wycieńczyła, dosłownie i w przenośni. Myślę jednak, że zrobiłem to dobrze, i wierzę, że efekty będą widoczne w październiku, czyli najdalej za sto lat.
Gdzieś byłem, coś zwiedziłem, coś widziałem. Chciałem więcej, ale mało czego nie chciałbym więcej. Wakacje jednak skończyły się tak, że gorzej nie mogły — zmarła prababcia, i to w dniu, kiedy co roku wraca się do szkoły, a całe życie uczyła dzieci, które tak bardzo kochała. Dociągnęła prawie setki, jak na prawdziwego hobbita przystało. Nauczyła mnie pisać, czytać i zawsze siadałem obok, by czytała mi baśnie Andersena. Tym razem nie płakałem, stojąc z nią w porcie na Szarej Przystani. Odeszła tam, gdzie odejść musi każdy z nas, i wiem, że nie szła sama.
Takie było to lato, zbyt krótkie i nieznośne, może więc dobrze, że już się skończyło? Przez najbliższe tysiąc lat będzie można odpocząć jedynie na plaży duszy, w promieniach wyobrażonego słońca.