Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

GŁAZ

Photo by Megan O’Hanlon on Unsplash

Może nie powinienem tego pisać, a może właśnie powinienem:

Zacząłem pisać nową książkę — potężną, dosłownie i w przenośni, i o czymś potężnym, też dosłownie i w przenośni. Chcę — zresztą czuję, że taka musi być — żeby to była prawdziwa powieść, taka przez wielkie „P”, taka, która rzeczywiście jest powieścią, taka gęsta, z wieloma wątkami, bohaterami i scenami obyczajowymi, taka, która zdaje się nie kończyć, taka, którą czytelnik czyta i czyta, a nie łyka w trzy wieczory, a gdy do niej wraca, odkrywa w niej za każdym razem coś nowego.

Chodziła za mną od jakiegoś czasu, aż w końcu, zmotywowany przez nowych kolegów, oddałem się chwili, lekkiemu uniesieniu, które doprowadziło do tego, że usiadłem i naklepałem pierwsze strony. Powiedziałem wcześniej Leviemu, o czym chciałbym napisać kolejną książkę, a on słuchał i słuchał, aż w końcu powiedział: Już dość, już dość, weź już przestań! Następnego dnia podszedł jednak do mnie i rzekł: Emilian, wiesz co, gdy obudziłem się dziś rano, myślałem o twojej książce. To będzie dobra powieść. Napisz ją, ok? Napiszę — odpowiedziałem.

A to u mnie oznacza jedno — jak zacząłem, muszę pracować nad nią codziennie, bez wyjątków, do momentu, aż ją skończę. Nie mogę zrobić choćby jednego dnia wolnego, bo gdy do tego dopuszczę, wiem, że polegnę; wszystko się zawali, a ja do tego już nie wrócę. Jest to swoją drogą straszne. Co prawda boję się za każdym razem, gdy siadam do tworzenia czegoś nowego. Zastanawiam się wtedy, czy w ogóle potrafię. Ale gdy podejmuję się takiego projektu — takiego wielkiego, powiedzmy, że ambitnego — strach jest większy niż kiedykolwiek.

Dziś mija 20 dzień pisania z rzędu. Naklepałem do tej pory prawie 14 tysięcy słów. Wiem, że nic wam to nie mówi, ale ja przeliczam wszystko na słowa. W każdym razie to prawie 60 stron, a ja nie skończyłem jeszcze pierwszego rozdziału, a wydaje mi się, że będzie ich piętnaście. Według moich obliczeń, będę musiał napisać jeszcze 10 razy tyle, co dotychczas. Jeszcze 180 dni pisania ciągiem. Samego pisania, bo czeka mnie drugie tyle poprawiania. W ciągu tych 180 dni czeka mnie wiele świąt, będzie już nowy rok, minie zima i na nowo zacznie się lato — to dla mnie wielka przepaść czasowa, wiele dobrych i złych chwil. Pocieszam się natomiast, że uda mi się wyrobić przed trzydziestką. Oczywiście nie muszę się z nią spieszyć. A gdy ją skończę, mam plan, by opowiedzieć ją na nowo, ale w innym języku.

Wiadomość do Emiliana z marca roku 2027: Widzisz? Udało się, więc gratulacje, ale pamiętaj, że to jeszcze nie koniec. Póki co, idź sobie odpocznij.