Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

BIBLIOTEKONIEZNAWSTWO

Photo by Iñaki del Olmo on Unsplash

Kontaktuję się z bibliotekami, mniejszymi i większymi, i obdzwoniłem ich około trzydzieści. Myślę, że to miły gest, kiedy robię to ja, osobiście, a nie mój agent. Oczywiście najpierw wysłałem maila, co oferuję, a oferuję, rzecz jasna, spotkanie autorskie. Zrobiłem listę tematów, tak by wiadomo było, że mogę rozmawiać — i to nie bez sensu — o wielu sprawach, a mnóstwo z nich są uniwersalne. Chcę po prostu wyjść do ludzi z okolicznych miejscowości, w promieniu około 50 kilometrów. Wiadomość nie spotkała się jednak z odpowiedzią — ani jedną — a czekałem ponad tydzień. Za krótko? Właśnie będzie mijał trzeci tydzień, a odpowiedzi wciąż brak. Musiałem więc złapać za słuchawkę, bo o swoje trzeba się upominać, i tym razem… to samo. Żadna z odpowiedzi nie była zadowalająca. Można by rzec, że przeprowadziłem na własną rękę krótką ankietę i statystki wskazują bardzo wyraźnie, że w prawie 90% bibliotek nie ma dyrektora, a tylko on/ona może decydować o czymś takim, jak organizacja spotkania autorskiego. Każą dzwonić jutro, pojutrze, w przyszłym tygodniu… albo wcale. Zdarzyło się, że ktoś nawet odłożył słuchawkę.

I tak sobie myślę, by przytoczyć tu resztę odpowiedzi, z którymi się spotkałem.

1. Hmm… ja pana nie znam!

Rozumiem w takim razie, że biblioteka ma pieniądze, by zapraszać tylko największe tuzy literatury, ale też pod warunkiem, że bibliotekarz ich zna, bo jak nie, to nie ma o czym mówić.

2. Aha, przyjdzie pan, i co powie?

Mam wystąpienia na największych festiwalach literackich, a ostatnio wywiało mnie i za granicę… i jakoś nikt nie pytał, co powiem, jak przyjdę. Poza tym — wysłałem państwu całą ofertę na maila.

3. U nas w bibliotece nie czytają takich książek.

A czytają jakiekolwiek? A może by właśnie zaczęli, jak się do nich odpowiednio zachęci?

4. U nas czytają tylko osoby starsze.

Droga pani, czytać należy w każdym wieku, nawet podeszłym, a spotkań z wiekowymi czytelnikami nijak się nie boję.

5. Jak nie odpowiadamy na maila, to znaczy, że nie jesteśmy zainteresowani.

Takie to proste? Skąd miałem to wiedzieć? Poza tym z rozmowy okazuje się, że nawet nie otworzyliście mojej wiadomości.

6. Na ten rok nie da rady.

Dobrze, w takim razie poproszę na styczeń. Na luty. Na marzec.

Niestety baba odkłada słuchawkę.

7. Yyy… to znaczy no. No jakby, yyy. Hmm. *Stękanie, którego nie przerywam, trwa około minuty, dosłownie*. No ja nie wiem, co mam panu powiedzieć!

Też nie wiem, co mam odpowiedzieć na te jęki.

To są ludzie, którzy pracują w bibliotekach? Którym zależy na promocji czytelnictwa w Polsce?