Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

pocztówka z sitges

Photo by chan lee on Unsplash

Jak to jest w Sitges?

Dziwnym trafem znalazłem się w Sitges, choć miała to być Girona, do której — zupełnie niepotrzebnie — zakupiłem wcześniej bilety. Tym razem nie popełniłem żadnego błędu logistycznego — co w moim przypadku i tak zdarza się nad wyraz często — tylko dnia następnego doszło do jakiejś anomalii pociągowej: przewoźnik chciał więc rozluźnić ruch i zdecydował, że jeśli pobierze się przepustkę na podróż z automatu, można jechać, gdzie się chce, i to za frajer. Zwróciłem bilety — po co płacić za coś bezpłatnego? — i uznawszy, że Girona mnie jeszcze nie chce, udałem się w przeciwnym kierunku, właśnie do Sitges.

Sitges jest miejscem jakby wyciętym z pocztówki, dokąd jeżdżą albo rodziny spragnione luzu na plaży, albo młodzi, którym zamarzyła się runda chwilowego, ale spokojnego plażowania — w Barcelonie bowiem, skąd również tu przyjechałem, jest nieustanny ruch, również na samej Barcelonecie, a to ledwie godzina podróży stamtąd. Czuć tu nadmorską małomiasteczkowość, choć na głównym deptaku więcej sklepów niż knajp, a niebo ma jeden, niczym niezakłócony odcień niebieskiego, jeśli nie liczyć mew szybujących na wysokościach.

Poleżałem nad wodą, umęczony gorącem, i — jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało — leżałem tak, dopóki ów gorąc nie zmęczył mnie na nowo, a wtedy się podniosłem, żeby wejść do morza. Po takim wylegiwaniu się śródziemnomorskie o tej porze roku mrozi jak górski strumień i zanurzenie się zajęło mi parę minut, a i tak długo nie popływałem. Zrobiłem kilka sprintów, potem znów do wody, a na koniec jeszcze więcej sprintów, by szybciej wyschnąć i — oczywiście — dla rozruchu. Ubrałem się i przespacerowałem wzdłuż skalistego wybrzeża, by następnie udać się na stację. Odpuściłem nawet lokalny antykwariat z książkami, który otwierał się dopiero po siedemnastej, bo poza leżeniem w słońcu — i poza siedzeniem w cieniu — nie ma tu nic do robienia, a ja plażować nie lubię. Zawinąłem się zresztą tuż przed ostatnim dzwonkiem. Jeszcze trochę, a w nocy płonąłbym żywcem, a doskonale wiem, jak to jest, i wolałbym tego nie doświadczać ponownie.

E.W

Napisałem książkę: tu link do zakupu