Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

KAMIENIARZE INTERNETOWI

Photo by Randy Jacob on Unsplash

Ostatnio w środowisku literackim zaistniała dyskusja o konieczności bycia aktywnym w mediach społecznościowych. Czy pisarz musi pokazywać się w Internecie? Czy musi w przestrzeni internetowej prezentować coś więcej niż swoją twórczość, na przykład siebie i swoje życie? I czy w ogóle musi prezentować swoją twórczość na wszelkie możliwe sposoby, skoro to, co chciał powiedzieć, już powiedział — w tej właśnie książce, którą musi podtykać pod obiektyw smartfona? Jak do siebie zachęcić?

Cóż, to pytanie, tak mi się wydaje, można by znacznie rozszerzyć: Czy prowadząc jakąkolwiek działalność, trzeba być aktywnym w Internecie? Od razu powiem, że tak, a przynajmniej w większości przypadków, natomiast przykłady negujące tę regułę są nieliczne. Internet, powiedzmy, jest za darmo, a przynajmniej wrzucenie reklamy albo tworu przypominającego reklamę nic nie kosztuje; oczywiście przebicie się przed odmęty internetów stanowi odrębną kwestię, ale dostęp do tej siatki ma każdy, zarówno odbiorca, jak i nadawca, więc to nic dziwnego, że jednak wymaga się w tej sferze prezencji. Można by też wysnuć stwierdzenie — choć to w zależności od wyznawanych wartości — że połowa naszego życia przeniosła się do przestrzeni wirtualnej.

Ale czy rzeczywiście, pomijając wyjątki, trzeba się reklamować w necie, żeby zaistnieć? Tak. Tak i tak. Ostatnio wyświetlają mi się rolki, gdzie typ reklamuje nagrobki w Bogatyni — ma dwieście gotowych do wzięcia i zaprasza po nie osobiście. A tak swoją drogą — wyświetlenia pod jego filmikami idą w setkach tysięcy. Kto by kiedyś pomyślał, że — po pierwsze — zajdzie potrzeba reklamowania usług kamieniarskich na TikToku, a po drugie — że będzie to miało sens? Najwyraźniej musiała taka potrzeba zajść, skoro tak robi, tym bardziej, że to człowiek starszej daty.

A jak to jest w przypadku pisarzy? Odpowiadam na powyższe, że „tak”, ale należałoby tu zaznaczyć parę kwestii. Otóż, nielicznych przecież interesowałoby życie pisarza, które raczej jest nudne — większość nie mieszka, tak jak pokazują amerykańskie filmy, na ostatnim piętrze apartamentowca i nie spogląda na panoramę rozświetlonego tysiącami świateł miasta w poszukiwaniu inspiracji. Nie ma więc tu, siłą rzeczy, pola do uprawiania influencerki i trzeba „szukać na siłę” i „wymyślać na siłę”, a wtedy zaczyna się prawdziwy koszmar pisarza, bo pisarze to istoty głównie introwertyczne, które całe moce twórcze przekierunkowują na tworzenie literatury, a nie na treści szybkie, mające przyciągnąć uwagę… najlepiej każdego.

Podsumowując — i nieco upraszczając — idealne życie pisarza odbywa się w zaciszu domowym, które zakłócają wyjścia — na miasto czy podróże — wynikające z potrzeby duszy, a nie ze względu na wymuszony przez system rynkowy ekshibicjonizm. Pisarz niekoniecznie chce być tiktokerem czy youtuberem, tak samo jak niekoniecznie chce być nim kamieniarz czy jakikolwiek innych reprezentant danego zawodu. I dlaczego pisarz miałby się na tym znać? Wolałbym, żeby to była rola blogerów i wszelkiej maści twórców internetowych. Ale jak trzeba, to trzeba. Mam nadzieję, że w miarę składnie to napisałem, gdyż ubyły mi siły przeznaczone na prace influencerskie, których efekty, miejmy nadzieję, ukażą się wkrótce.