Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

ALPAKI WYŻSZE

Photo by Sébastien Goldberg on Unsplash

Dwa ostatnie sny:

Sen pierwszy:

Mniej więcej w okolicy, w której mieszkam, kupiłem cztery albo pięć działek, oddzielonych płotem, nie w jednym rzędzie, ale jedna przy drugiej, a na każdej stał dom jednorodzinny, jeden mniejszy, drugi większy, jeden dwupiętrowy, inny trzypiętrowy. Na jednym podwórku rosły tuje, na innym nic, a na jeszcze innym jakieś krzaki, ale dla mnie liczyły się domy i to, że mogę któryś z nich wybrać, urządzić po swojemu i w nim zamieszkać, a resztę przeznaczyć dla znajomych lub rodziny, tak byśmy mieli wszyscy do siebie blisko. Niektórzy znajomi trzymali się blisko mnie, dopóki im nie powiedziałem, że mogą iść obejrzeć ich wnętrza. Na piętrze wybranego przeze mnie domu znalazłem dwie alpaki. Okazały się przyjazne, pomimo czego zastanawiałem się, czy mnie oplują — w końcu widzieliśmy się po raz pierwszy, więc mogły się stresować i płoszyć — ale doszło mnie, że z plucia znane są lamy, a nie alpaki. Polubiliśmy się od razu. Cieszyły się na mój widok, biegając po dużym pokoju, w którym je znalazłem. Wręcz hasały, co nie było łatwe ze względu na śliskie panele. W pomieszczeniu znajdowały się wielkie donice, jak na palmę albo coś w tym rodzaju, ale stały puste, do tego popękane, i wypełniał je piach. Alpaki rozpędzały się z radości i pochylając się w ostatnim momencie, waliły w nie łbami, a na podłogę wysypywał się strumieniami piach, jak złocista woda z dziurawego kubła. Chciałem uspokoić zwierzęta, ale niewiele mogłem zdziałać. Zaraz jednak unosiły głowy, prostując szyję, i dawały się głaskać, tak miękkie w dotyku, jak nic innego. Były jak wycięte z puszystych chmurek i bardziej przypominały lunaballe niż same alpaki. Gdy zabrałem je na podwórko, inni zazdrościli, że nie zastali takich w swoich nowych czterech ścianach.

Sen drugi:

Zacząłem dostawać maile od dawnym wykładowców i nauczycieli akademickich, zwłaszcza tych, z którymi miałem kilka zajęć, w dodatku niewiele mnie interesujących, tak zwanych zapychaczy. Tytuły maili były tego rodzaju: PILNE!!! UWAGA!!! PROSZĘ ODPISAĆ!!! Żeby się upewnić, że oni to oni, zalogowałem się na dawne konto na Wirtualnej Uczelni. I rzeczywiście, wiadomości o tej samej treści dostawałem również na tamtą skrzynkę. Chcieli mi przekazać, że odbyła się wyrywkowa kontrola dawnych prac, które oddałem na zaliczenie; że dogrzebał się do nich ktoś z Góry, akurat do tych moich, i wyszło na to, że nie powinny być ocenione na piątkę, tak jak zawsze, tylko co najwyżej na trójkę, ze skłonnością do wystawienia mi dwójki, co równałoby się z niezaliczeniem fakultetu. Nauczyciele kazali mi pisać je od nowa, tak by mogli je podmienić, w przeciwnym razie grozili, że zostaną mi odebrane wszystkie tytuły naukowe. Tyle że im odpowiedziałem, że to ich sprawa, że ocenili je na piątki, niezgodnie ze standardami, co mogło znaczyć jedynie tyle, że ich nie czytali, tylko z góry zakładali, że jestem wybitnym studentem, więc problem leżał po ich stronie, a nie po mojej. Ale zaczęli straszyć mnie telewizją, tym, że sprawa będzie ukazana w programie „Uwaga” na TVN, a jako przykład będą wykorzystane moje eseje. Przychodził mail za mailem, a do nich dołączali się inny wykładowcy. W starciu z takim szeregiem intelektualistów pozostawałem bezbronny, czyli innymi słowy gotowy, by siąść i pocąc się, pisać od nowa wypracowania ze wszystkich lat i kierunków edukacji wyższej.