PRZECIWBÓLOWE

Czwarta oznaka starzenia się:
Nastawienie do brania tabletek, szczególnie przeciwbólowych. Wcześniej moje myślenie sprowadzało się do tego, że gdy coś mnie bolało — mowa o bólach sporadycznych, które raczej odchodzą z czasem, a które występują z powodów bliżej nieokreślonych, a za takie uważam na przykład ból głowy — mówiłem sobie, że wystarczy to przeczekać. Po co mam się dotruwać chemikaliami? Czy nie zrobię tym sobie jedynie większej krzywdy? Przecież nie będzie to trwać w nieskończoność. Wystarczy, że skupię się teraz na czymś innym, a doskwierający mi ból zaraz się mną znudzi i najzwyczajniej odpuści. A nawet myślałem, że prędzej ból przejdzie mi sam, niż ja zdecyduję się zejść do kuchni, przegrzebać szufladę z lekami, znaleźć odpowiednią tabletkę i do tego sprawdzić, czy nie minął termin jej przydatności — innymi słowy, lenistwo wygrywało z bólem.
Dziś już tak nie ma. Dziś, gdy odczuwam ból, myślę tak: Tabletka. Mój stary ja mówi: Tabletkę chcesz? Nowy ja: Tak, a na chuj ma mnie boleć? Niepotrzebne mi to, wcale mi się to nie podoba. Wziąć jedną czy dwie? Czy jestem już wystarczająco stary i zrzędliwy, żeby dla pewności brać dwie, czy zaryzykować i na ten moment zażyć jedną?
W środę w środku nocy (jak to brzmi?) obudziłem się cały zapłakany (tak, nie będę tu z siebie robił bohatera). W prawym barku promieniował nieznośny ból — od czego? Pomijając, że mam pozrywane barki, a także to, że mogę czasem spać w niezbyt odpowiedniej dla ciała pozycji — to nie wiem, bo raczej pokłosie żadnego z powyższych mi ostatnio nie dokuczało. Faktem było, że napadł mnie ból, z którym nie umiałem sobie poradzić. Próbowałem go przespać, ale nie dałem rady. Na szczęście miałem na podorędziu tabletki przeciwbólowe. Łyknąłem jedną, posiedziałem chwilę, cierpiąc w ciszy, i udało mi się zasnąć.
Te wszystkie nieznośne bóle, szczególnie głowy i pleców — gdy mnie dopadną, nawet się nie zastanawiam, tylko łykam tabletkę, bo na cholerę ma mnie boleć?
To jest właśnie kolejna niepozorna oznaka starzenia się.