KONIEC WAKACJI

Powtarzam wszystkim, że wakacje kończą się w momencie ich rozpoczęcia. Pytają mnie, dlaczego tak gadam i najlepiej, żebym przestał, a ja wcale się nie dziwię, że nikt tego nie chce słuchać, bo to niezwykle bolesne. Już nie mówię o tym, że z roku na roku wakacje są jako takie coraz krótsze — to efekt proporcji czasu do wieku, to rytm życia i rutyna (dlatego trzeba wyjeżdżać i robić to, czego na co dzień się nie robi), to zjawisko retrospektywnej kompresji czasu, a do tego rok szkolny trwał o tydzień dłużej niż poprzednio.
Mam na myśli to, że w okresie wakacji — począwszy od dnia Kupały — dni są coraz krótsze. Swoją drogą, mój znajomy, Czarodziej IV stopnia, twierdzi, że Noc Kupały jest z 23 na 24 czerwca, a ja twierdzę, że jest 22. Dyskusja zaczęła się od tego, że powiedział mi, iż nie da rady połączyć się ze mną na lekcje, bo świętuje, jest impra z dziewczynami i alko całą noc, więc nie może go zabraknąć. A ja mu na to, że Noc Kupały była w sobotę, a on, że w sobotę jest w Polsce tylko dlatego, żeby można było wytrzeźwieć do poniedziałku, a on jest na Litwie, to święto narodowe i następnego dnia jest dzień wolny w całym kraju. Ja mu na to, że 23 czerwca to jakaś nowa wersja, chrześcijańska, bo wtedy wypada Jana Chrzciciela, a że ja jestem poganinem, to dla mnie Kupały jest 21 czerwca. A on: Ty poganin, a taki ciemny? A ja: A jaki niby ma być poganin? Se wymyślili w Jana, żeby zachlać dodatkowo po weekendzie.
Jakby nie było, dla mnie Kupały jest wtedy, kiedy dzień zaczyna robić się krótszy. Wtedy też jest początek końca wakacji, które nie potrafią się w Polsce zacząć na dobre. W Polsce wszystko tylko potrafi się kończyć. I wakacji jutro nie będzie.