DRZEWA WZDŁUŻ DRÓG

Ilekroć jadę samochodem, uświadamiam sobie, że wystarczy lekki skręt w lewo czy prawo, by doszło do tragedii. Po bokach dróg rosną bowiem rzędy drzew, najczęściej już starych, wiekowych. Mniejsza o innych kierowców, mniej lub bardziej uważnych, którzy są na drodze, a których równie dobrze — w przypadku niespodziewanego skrętu czy wpadnięciu w poślizg — może na niej nie być, jednakże drzewa z boku są zawsze, zasadzone setki lat temu, kiedyś dając cień i wyznaczając trasę, dziś jedynie stwarzając zagrożenie.
Ktoś powie, że pokazują lepiej niż wszelkie znaki, dokąd prowadzi droga, gdzie będzie zakręt, a ja powiem, że lepiej w ciemnicy zjechać na pole czy w krzaki niż rozbić się o pień. Poza tym — czy ściana z krzewów lub wysokich traw nie wyznaczałaby też drogi? Czy żółte bądź białe linie odblaskowe malowane na brzegach asfaltu nie sprawdziłyby się lepiej?
Ktoś powie, że zimą tworzą ścianę przeciwśnieżną, uniemożliwiając przemieszczanie się zasp, a ja powiem, że wolę zimą wjechać w zaśnieżone krzaki czy zwałę śniegu niż w drzewo, poza tym krzaki równie dobrze, jak nie lepiej, poradziłyby sobie z nawiewanym śniegiem na drogę, którą i tak muszą — a przynajmniej powinny — odśnieżać służby ustawowo.
Ktoś powie, że drzewa zacieniają latem jezdnię, obniżając temperaturę, co nie tylko pomaga utrzymać w dobrym stanie asfalt, ale wpływa też na oszczędność energii w klimatyzowanych pojazdach, a ja powiem, że latem, gdy temperatura dobija 40 czy 50 stopni w aucie, to bez względu na jeden czy dwa stopnie w dół, który dawałby ten cień, i tak włączy się klimę. Poza tym wolę się spocić w trasie niż — i znowu — rozbić się o drzewo. Korony drzew sięgające nad drogę miały sens setki lat temu, gdy podróżowało się konno czy pieszo. Teraz migoczące światło spomiędzy gałęzi nie daje szansy oku, by się dostosować (poświećcie sobie latarką w twarz, jeśli chcecie wiedzieć, o czym piszę).
Ktoś powie, że niedoceniana jest ich rola w tworzeniu krajobrazu, a ja powiem, że tak, ale nie wtedy, kiedy jedzie się autem — wtedy trzeba skupić się na drodze, a prawda jest taka, że drzewa te właśnie zasłaniają krajobraz znajdujący się za tworzoną przez nie ścianą. Poza tym nigdy nie wiadomo, kiedy spomiędzy drzew nie wybiegnie dzik, jeleń czy łoś, czego żadne z nich by nie zrobiło, gdyby musiało najpierw przebić się przez ścianę kłujących krzewów.
Ktoś powie, że w Polsce drzewa wyznaczające trakt to tradycja, widok utrwalony kulturowo, a ja powiem, że tradycja to zemsta poprzednich pokoleń na nas. Mało tego, nie poprzedniego pokolenia, tylko iluś pokoleń wstecz, które nie zdawały sobie sprawy z tego, że kiedykolwiek powstanie coś takiego jak samochód.
Ktoś powie, że oczyszczają atmosferę i glebę, pochłaniając jak gąbka szkodliwe gazy, a ja — choć nie jestem biologiem — powiem, że ligustr, dereń, berberys czy lilak również to potrafią, a o nie człowiek się nie rozbije, a nawet może zostać uratowany. W dodatku korzenie niektórych drzew sięgają pod asfalt, przez co ten pęka i są wyboje, a wówczas jazda przypomina granie w rosyjską ruletkę.
Ktoś powie, że psycholodzy zwrócili uwagę na wizualny aspekt odczuwania hałasu w mieście, co znaczy, że inaczej odbieramy hałas, gdy nie widzimy jego źródła, więc jeśli sunący sznur samochodów jest zasłonięty przez rząd krzewów czy drzew, hałas samochodowych silników odczuwamy słabiej, za to ja powiem, że kiedy przez te drzewa — niekoniecznie z nieostrożności; nie wszystkie wypadki zależą od nas — rozbije się człowiek, wówczas rozlega się dużo gorszy hałas, taki, którego nie da się niczym stłumić i potrafi trwać po kres naszych dni.
Drzewa wzdłuż dróg zabijają też tych, którzy zasłabli za kierowniczą, czy tych, którzy przed nią zasnęli, co może zdarzyć się każdemu, więc na nic mi tłumaczenie, że gdy jest się otoczonym przez drzewa, kierowcy robią się ostrożniejsi. Jadąc polskimi drogami, bardzo często widzę krzyże, kwiaty, znicze przy drzewach przydrożnych — to przecież świadectwo czyjejś śmierci. Jest ich dużo, najwięcej na zakrętach.
Kocham drzewa, ale wszystko co żyje — każdy z nas, nawet anioł — może zmienić się w diabła, a przynajmniej w narzędzie, z którego nie pogardziłby skorzystać. Powinniśmy wyciąć je w pierwsze kolejności, zamiast pielęgnować betonozę w centrach miast.
Występowanie drzew wzdłuż dróg oceniam na 1/10.