Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

UGRYZIENIE

Photo by Viktor Talashuk on Unsplash

Z jakiegoś powodu ostatnio przypomniało mi się takie wydarzenie (może dlatego, że życie mnie kąsa, z taką różnica, że niedosłownie):

Miałem z osiem albo dziewięć lat, w każdym razie był to początek podstawówki, i kolega z bloków — i z klasy jednocześnie — zaprosił mnie do siebie, a tak naprawdę do swojej babci, u której siedział po szkole, zresztą tak samo jak ja. Nie pamiętam powodu, dla którego mnie zaprosił, coś mi jednak świta, że chciał pograć razem na konsoli: był dumnym posiadaczem PSX-a, nawet kiedy na salonach zaczynał królować jego czarny następca. Przypominam sobie, że zachodziłem jeszcze potem do niego, ale do domu rodzinnego, i pokazywał mi, jak śmiga Tony Hawk.

Ale do rzeczy.

Wszedłem do jego babci — stała ona, kobieta cała szara, z fartuchem — a obok niej pies. Wiedziałem, że ma sporego bulteriera. Jeśli pomyliłem rasę, to z pewnością był to pies, który zalicza się do tych morderczych, agresywnych. I tak, przekonałem się o tym na własnej skórze. Rzucił się na mnie, ugryzł i zamknął pysk na bicepsie — bicepsie, przypominam, ośmio- czy dziewięciolatka. Wtedy moje ręce przypominały patyki i nie miały nic z mięśnia. Nie mogli go ode mnie oderwać, ani babcia, ani kolega. Nie wiem, ile trwała ta chwila — w moim wspomnieniu jest tylko przebłyskiem, ale dla chłopaczka, którym byłem, mogła trwać całą wieczność, a w rzeczywistości z minutę. Bulterier puścił. Babcia uderzyła go wałkiem? Zapewne krzyknęła, ale czy coś jeszcze? Odpowiedzi na to pytanie we mnie nie ma i pewnie już nigdy nie będzie. Zamknęli bydlaka w pokoju — nagle stał się posłuszny — i kazali mi zaczekać na klatce schodowej. W tym czasie babcia za drzwiami opieprzała wnuka, ale gdy spojrzałem na rękę — pogryzioną, rozwaloną, krwawiącą — uderzył mnie instynkt przetrwania i pobiegłem do swojej babci. Na nikogo nie czekałem. Skończyło się to tak, że wylądowałem u lekarza na szczepieniu, ponieważ, jak się dowiedzieli moi rodzice, pies nie był zaszczepiony od wścieklizny. Kumpel w szkole powtarzał, że nie ma co panikować przez to ugryzienie, bo jego ugryzł nawet lew, jak zwiedzał kiedyś zoo, no i co, i żyje.

Przez wiele następnych lat byłem lwem, co boi się psów.