Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

KATAR Z BETONU

Photo by Aarón Blanco Tejedor on Unsplash

Notatka z któregoś weekendu:

Skazałem się na męki. Męki — oczywiście z uprzejmości wobec kapitalistycznego świata, którego tak nienawidzę — przychodzą w weekend, tak by w tygodniu można było pracować bez przeszkód, być robotem, niewolnikiem systemu. Mam katar z betonu — to jest z tego wszystkiego najgorsze, a nie mam pod ręką tabaki; w razie potrzeby zażywam tylko białą (i nie, to nie żadna gra słów). Odchylam więc głowę, łapię się za nos i nim kręcę, a potem rozmasowuję okolice oczu, by flegma spłynęła, bym mógł złapać oddech i poczuć, że jakoś żyję, że tego można się z czasem pozbyć, ale jeszcze nie teraz. Uświadamiam sobie wtedy, że móc oddychać obydwoma dziurkami to wielkie zbawienie, ale łaska ta przemija w zaledwie chwilę i zaraz trzeba cały proces powtarzać. Moja głowa waży sto kilo, ciągle przybiera na wadze i czuję, że w środku nocy dobije do tony, a rankiem — to już loteria — albo będzie ważyć o połowę mniej, albo o połowę więcej. Gardło mam opiaszczone, a powietrze w pokoju jest suche. Moczę ręcznik i kładę go na kaloryferze, a ostatecznie i tak uchylam okno, pod którym śpię — o ile można nazwać to spaniem — resztę nocy. Budzę się co godzinę, by się napić: wypijam herbatę ze stołu, napoje z szafek i colę z lodówki, wlewam w siebie hektolitry płynów, tak że do rana nie zostaje już nic. Zęby mnie bolą, jakbym dostał cios — jak mogą pulsować bólem zęby? Skóra piecze mnie z wierzchu, jak po leżeniu na plaży. I leżę tak, zastanawiając się, co zrobić, kiedy nic nie można zrobić. Czekam, aż nadejdzie ranek, tylko czy on mi w czymkolwiek pomoże? Wierzę, że tak. Przekręcam się z boku na bok. Modlę się o sen, którego tak nie cierpię; wydaje mi się, że inaczej wybuchnę. Jestem bombą i tykam — rozerwie mnie i zamiast człowieka na łóżku będzie leżeć kupka mięsa.

Tak się czuje, drodzy państwo, chorujący przed trzydziestką chłop.

PS. Jestem już zdrowy, uporałem się z tym w dwa dni.