SMACZNEGO

Nienawidzę — i to bardzo — jak ktoś mówi mi smacznego, a w niektórych sytuacjach nie znoszę tego jeszcze bardziej niż normalnie:
1. Kiedy jem coś małego (na przykład jakiś owoc) albo inną przekąskę, zwłaszcza taką jak czipsy, ciastka, cukierki. Gdy ktoś życzy mi wtedy smacznego, wcale nie brzmi to jak „smacznego”, tylko jak: „Zeżryj te czipsy sam, je*any ch*ju, i spie*dalaj stąd, jak nie chcesz się podzielić, a najlepiej to się tym udław”. Nie mówicie, że inni odbierają to normalnie, że inaczej niż ja, że w tym słowie wyczuwają szczere ciepło od drugiego człowieka, bo jak ktoś ma inne odczucia, to najzwyczajniej kłamie. Po prostu nie ma tu innej możliwości interpretacyjnej.
2. Kiedy mam pełną buzię i nie jestem w stanie odpowiedzieć w żaden sposób. Uważam to za niekulturalne — to, że ktoś życzy mi wtedy smacznego, a nie, że ja się nie odzywam. Trzeba być niespełna rozumu, żeby wyskakiwać z „smacznego!”, kiedy w szwach pękają poliki. Poza tym, jakim prawem ktoś życzy mi smacznego, kiedy to ja zrobiłem sobie to jedzenie albo kupiłem je za własne pieniądze — życzyć smacznego powinien tylko kucharz albo osoba, która zapłaciła mi za posiłek, choć i tak wolałbym usłyszeć „na zdrowie” albo „rośnij duży”, a najlepiej to nic, bo jak się je, to się je, a nie rozmawia.
„Smacznego” jestem w stanie zaakceptować jedynie w dwóch sytuacjach — i to dość konkretnych — i uważam, że reszta świata powinna mieć w tym wypadku podobne nastawienie: chodzi tu o sytuacje wprost przeciwne do wyżej wymienionych — życzyć smacznego może mi kucharz albo ten, kto kupił mi coś do zjedzenia. Więcej możliwości nie istnieje.
Dlatego apeluję: proszę nie życzyć mi smacznego, tym bardziej, kiedy zacząłem już jeść — ani mi się tym nie przypodobacie, ani żarcie nie nabierze wyraźniejszego smaku, a jedynie sprawicie mi tym dyskomfort. To niesmaczne życzyć smacznego. Proszę tak do mnie nie mówić! Nigdy!