Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

MAŁOMIASTECZKOWE OSLO

Photo by Manuel Keller on Unsplash

List z podróży, sierpień 2024.

Norwegia, Oslo

Pani mamo,

Jesteśmy na miejscu.

Dla niektórych Oslo nie jest nawet miastem — już rozumiem dlaczego. Gdy po raz pierwszy je ujrzałem, jeszcze przez szybę autobusu, myślałem, że to jedynie kolejny przystanek na trasie, że to jedno z tych pomniejszych, malowniczych miasteczek, jakie można spotkać po drodze.

Od Oslo bije małomiasteczkowością już na wstępie, mimo że pierwsze, na co zwraca się uwagę, to Opera, a to przecież współczesna, nagradzana architektura (co ciekawe — z jej dachu skaczą teraz do fjordowej chłodnej wody). Dopiero Pani Córa mnie przekonała, że to stolica. Wszystko jest tu dla wszystkich i wszystko jest na miejscu, niemal pod nosem: niepotrzebnie się martwiłem, że autokar wysadzi nas zbyt daleko od miejsca, w którym mamy nocleg — gdzie byśmy nie wysiedli, nie musielibyśmy nadwyrężać nóg.

Nie ma tu splendoru, nie ma ekskluzywności i wynikającej z niej pewnego rodzaju odrębności, ale nie znaczy to, że nie ma tu pieniędzy, bo są, i nie znaczy to, że źle by się tu żyło, bo wydaje mi się, że żyłoby się tu lepiej niż gdziekolwiek indziej. Oslo to w teorii city, ale w rzeczywistości to town: od Opery wystarczy odejść na nieco ponad kilometr (trzeba oczywiście wiedzieć, w którą stronę się udać i gdzie patrzeć), by znaleźć ruiny pierwszych domów po Wikingach, a jak przejdzie się ulicę dalej, to zastanie się króla, za to ulicę dalej będzie parlament, a jak się obejrzymy, to nawet park czy biblioteka narodowa. Nie trzeba korzystać tu z komunikacji miejskiej — jak się ktoś spieszy do pracy, to jak najbardziej, ale turyści mogą to sobie darować: z jednego końca miasta można przejść pieszo na drugi, byłoby to niemożliwe w Warszawie czy Paryżu. Stolice europejskie są raczej trudne do ogarnięcia; nie można ich tak po prostu schwytać, ująć w garść i w nich żyć, to zresztą nie powinno być czymś łatwym, to powinno przypominać bardziej relację z drugą osobą, która nawet po latach potrafi czymś zaskoczyć, a ja Oslo znam już na pamięć, lepiej niż Warszawę.

Na razie nam się tu podoba.

E.W.