Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

PIERWSZA SETKA

Photo by Marcel Eberle on Unsplash

Najszybciej czytam książkę na początku, za to z pisaniem książki mam tak, że najszybciej klepię końcówkę, a najwolniej środek, chociaż może być to złudne, bo kiedy ją wystukuję, to mniej więcej trzymam takie samo tempo przez całą powieść czy opowiadanie; tak, sprawdzam to i liczę, prowadząc jako takie statystyki — ale mniejsza z tym, bo ja chcę dziś o czytaniu, a nie o pisaniu.

A zatem, najszybciej idzie mi pierwsze sto, może sto pięćdziesiąt stron, kiedy to zaczynam wczuwać się w świat przedstawiony (z początku też, ze względu na tę świeżość, chcę się wgryźć w historię jak najmocniej i jak najszybciej, jak największym kęsem, dlatego uważam, że powinno się przeczytać jak najwięcej na jednym posiedzeniu, tak by doszło nas jak najwięcej smaku), za to innym, których o to podpytuję, ta część książki idzie najwolniej (często słyszę: Trzeba przemęczyć się pierwsze 70/100 stron, potem jest lepiej, się rozkręca), a końcówka idzie im z górki, z kolei ja najwolniej czytam końcówkę, szczególnie kiedy powieść jest długa, a długa to dla mnie taka, która liczy sobie ponad 500 uczciwie zapisanych stron (obecna jest wśród wydawców praktyka sztucznego pompowania za pomocą nieuczciwego rozstawu linijek czy marginesów, ale to temat na odrębne rozważania).

Kiedyś wolałem powieści dłuższe niż krótsze, tak by po przyzwyczajeniu się do bohaterów i ich świata można było przebywać z nimi jak najdłużej, a teraz, chyba w przeciwieństwie do ogółu, mam tak coraz rzadziej i dziś wolę średnią długość książki, do 400 stron — wtedy się nią najem, a nie przejem, a i będę miał siłę na kolejną, a ich jest przecież nieskończenie wiele. I za każdym razem, nawet jak powieść jest nienajlepsza, to i tak najlepiej idzie mi pierwsza setka, a to skutkuje tym, że mam z 15 rozpoczętych książek, a niektórych, znudzony, nie jestem w stanie skończyć, choć jest tak blisko.

Koniec rozważań książkowych na dziś.