Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Poprzesuwane czasowęzły

Photo by Aron Visuals on Unsplash

Weekendu nie mam w weekend — nigdy lub, jeśli uwzględnimy święta wypadające na koniec tygodnia, prawie nigdy. Niekiedy bywa, że w co drugi weekend mam pół weekendu w niedzielę, a drugie pół w poniedziałek i/lub wtorek.

Nie męczy mnie, tak jak większość, niedzielny wieczór, a nawet, bez względu na tydzień, lubię go najbardziej ze wszystkich. „Wieczorna niedziela” przesunęła mi się na wtorek. Gdzieś musiała. Któryś wieczór musi być kozłem ofiarnym, a u mnie jest to wtorek, choć nie do końca, bo nie potrafię jeszcze nienawidzić go tak, jak od zawsze niedzielnego wieczoru.

Nie wstaję codziennie rano. W zależności od tygodnia wysypiam się trzy lub cztery razy w tygodniu, a przez resztę dni — i znów, w zależności od tygodnia, a są ich dwa rodzaje — po prostu się nie wysypiam. Najwięcej snu zażywam w poniedziałek, wtorek i sobotę. Reszta dni jest dla mnie cierpieniem; myślę, że nawet większym, niż kiedy musiałem wstawać codziennie rano, tak jak na przykład w zeszłym roku. Te trzy dni, w które muszę wstawać z samego rana (wystarczy, że trzy razy na dłużej zamknę oczy), trwają jak dwa długie dni zamiast trzech, a przez to mam prawie o połowę krótszy tydzień, co z jednej strony przyciąga piątek (lubiany piątek, wiadomo), a z drugiej niepotrzebny mi piątek, skoro weekend mam po weekendzie.

Nie kąpię się już wieczorem, bo się to po prostu nie opłaca ani czasowo, ani finansowo. Rano jest najlepszą porą na zimny prysznic, ale go nie biorę, bo w te dni, kiedy wstaję rano, za mało śpię, a wówczas branie zimnego prysznica byłoby strzelaniem sobie w kolano (nie mówię tu o odczuciach doznawanych w trakcie mycia się zimną wodą, tylko o reperkusjach takich działań, kiedy już pójdzie się wśród ludzi — wtedy na przykład łatwiej się pochorować). Nie piszę też wieczorami, a przynajmniej rzadko, tylko rano; nie wiem, czy to dla mnie korzystne, choć wtedy — z jakiegoś powodu — szybciej wyklikuję słowa.

Nauczyłem się trochę bardziej ściskać czas. Łatam go i w nim lepię, gniotę go i wykręcam. Wydaje mi się, że to pomieszanie z poplątaniem jest dla mnie korzystne, a z drugiej strony nie potrafię sobie tego jasno powiedzieć.