Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

PRZYZWAŁ PRZY MNIE DIABŁA

plac hiszpański

List 2, 2 dzień podróży, Sevilla

Kochana,

Wstałem dziś względnie wypoczęty. I jak zwykle, śniadanie jem tam, gdzie poniesie mnie poranny głód po wyjściu na ulicę, czasem nawet nie siadam, tylko proszę o empanadas czy stożek z szynką iberyjską i serem i ruszam dalej, chyba że ktoś ze współtowarzyszy — jak to niekiedy bywa — zechce napić się kawy; wówczas szukamy albo stolika pod parasolem, albo ławki nieskalanej jeszcze słońcem.

Gdy w drodze na Plaza de España mijałem Katedrę Najświętszej Marii Panny w Sewilli, natknąłem się na człowieka, który tuż przede mną zaczął przywoływać samego diabła. Mężczyzna ów, odziany w sprane jeansy i sprany t-shirt, z wyrytym zmęczeniem tysiąca dusz na brudnej twarzy, podszedł do jednej ze ścian świątyni i przyłożył do niej rękę, mówiąc z powagą: Lucyferze, to ja, Książę Ciemności… Jako że nigdy nie marzyło mi się być świadkiem takich wydarzeń, odszedłem stamtąd czym prędzej.

Plaza de España od razu przywiódł mi na myśl disneyowską scenerię, disneyowski zamek Kopciuszka, stojący pod czystym niebem, w którym mieszkają echa historii, a który nie raz posłużył filmowcom do zrealizowania swoich wizji, jak na przykład George’owi Lucasowi.

W miejscach ocienionych pokaz tańca dawali miejscowi artyści — flamenco to coś więcej niż taniec, to język uczuć, do którego nie potrzeba słów. Ktoś inni grał w zamku i śpiewał, a głos jego niósł się po schodach, odbijając się od sufitów i ścian. Przez środek placu płynął sztuczny kanałek, a na nim turyści wiosłujący nieudacznie w skwarze, wśród japońskich ryb, wciśnięci w małe łódeczki, starający się czerpać przyjemność z czegoś, za co już zapłacili.

Niedługo potem ruszyłem też na położony niedaleko Plaza Americana, lecz nie zastałem tam nic szczególnego, a muzeum obok było zamknięte, więc zostało mi cieszyć się w drodze powrotnej mrożoną lemoniadą. Zaszedłem za to do Domu Piłata, który domem Piłata nie jest, a mówi się tak nań jedynie dlatego, że odległość z pałacu do kościoła Cruz del Campo jest taka sama jak z domu Piłata do Golgoty — co ciekawe, znalazłem tam na dziedzińcu Marka Aureliusza… albo to on znalazł mnie? Widzisz, nie masz co się martwić: stoiccy bogowie czuwają nade mną zawsze i wszędzie.

Na koniec odwiedziłem Alcazar; chadzałem tam od sali do sali, przez patia i ogrody, które aż przytłaczają swym bogactwem ornamentyki. To tutaj podjęto decyzje o ekspedycji Ferdynanda Magellana, a Krzysztof Kolumb został przyjęty przez Izabelę Kastylijską i Ferdynanda Aragońskiego po wyprawie ku nieznanym wówczas lądom. Mam nadzieję, że po moim powrocie przyjmiesz mnie wcale nie gorzej, bo jakem Kolumb znalazł się tu, na nieznanych mi ziemiach, przypadkiem, takem jak on wrócę niedługo do Ciebie, do mojej królowej.

E.W.