Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Ą

ja medytujący w Ogrodach Tuileries

6 list z podróży, Paryż

Kochana,

Obiecałem Ci opowiedzieć, kim jest Ą, u którego śpię, gdy przebywam w Paryżu. A zatem, jest to postać dość osobliwa, zarówno z charakteru, zachowania, upodobań, jak i wyglądu, a jego mieszkanie zostało zamrożone w czasie już dziesiątki lat temu. Jest to człowiek samotny, bez rodziny i dzieci, który całe życie przepracował na budowlance, i z tej samotności polubił się z alkoholem, traktowanym przezeń na co dzień jak lekarstwo dla ciała i ducha. Dolewa go do czego tylko, do napojów, do herbaty, niezależnie od pory dnia czy nocy, ale nigdy po nim nie rozrabia ani nie jest zły czy niemiły; ciężko jednak dopasować się do niego humorem i nadążyć za jego poczuciem śmieszności, które wcale śmieszne nie jest, a czasami, na co trzeba uważać, można go czymś niespodziewanie obrazić.

Ą dzień w dzień próbuje wygiąć rzeczywistość na swoją korzyść, a jednocześnie nie chce dać się jej złapać. Denerwuje się na politykę — na Makarona i na polskie władze — i na masowy, ogólnoświatowy konsumpcjonizm.  To, co może, robi sam: piwo, chemikalia, nawet wodę robi sam; jest to podobno — tak twierdzi — woda plazmowa, choć istnieje jedynie coś takiego, jak woda plazmowana, lecz on uważa inaczej, tak samo jak uważa, że istnieje strefa Kolumba (albo Columba), w której nie istnieje materia, kiedy tak naprawdę czegoś takiego nie ma; jest jedynie prawo Coulomba, którego nijak nie jestem w stanie pojąć, tak samo, jak tego, gdy tłumaczy mi, że materia bierze się z wiadomości. Poza tym nie wydaje mi się, by umiał wytworzyć coś takiego, jak ta woda, co jest dobra na wszystko, w swojej zakurzonej pracowni, w której rozmawiają ze sobą przez rurkę różnego rodzaju alkohole. Raz dał mi tę wodę, bym przemył sobie nią oczy, co miało poprawić mój wzrok.

Jedyne, co Ą je ze sklepu, to bagietki i mule — i po to tylko też wychodzi z domu — bo wszystko inne ma za dużo chemii, na tyle dużo, że boi się skorzystać z szarego mydła, więc myje się w samej wodzie; nie korzysta też z pasty do zębów i jamę ustną przepłukuje alkoholem. Cały dzień chodzi w piżamie, w klapkach i ma włosy układane na poduszkę.

Dziwny zeń staruszek, ale mimo wszystko raczej sympatyczny, a przynajmniej nieszkodliwy, a nad nim mieszkają muzułmanie, którzy zawsze — zawsze o tej samej porze — zaczynają szurać meblami, zbierając się do nocnej modlitwy. Właśnie słyszę, jak się krzątają, a to znaczy, że powinienem już kłaść się spać. Kochana, widzimy się jutro! Ą powiedział, że ruszy ze mną z rana, by odstawić mnie na lotnisko. Już jutro będę w Polsce!

E.W.