Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

TRZY MIESIĄCE W LUWRZE

Wenus z Milo i Milo z Wenus

4 list z podróży, Paryż

Kochana,

Miał być spacer po Luwrze, więc nie leżę jak żul po żubrze, tylko tak zaczynam swój dzień: nie bądź zazdrosna, ale Mona Lisa uśmiechnęła się dyskretnie i wyszeptała, że by ze mną zatańczyła, gdyby nie była portretem, a Wenus z Milo opadły (i odpadły) ręce, kiedy dowiedziała się, że przyszedł do niej Milo z Wenus.

W środku odniosłem dziwne wrażenie, że byłem już w większym muzeum, co jest niemożliwe, bo podobno, gdyby zatrzymać się przy każdym luwrowskim eksponacie na minutę, można by stamtąd nie wychodzić przez ponad trzy miesiące.

Szczęście, że do Luwru można wejść bezpośrednio z metra, co jest wygodne w tak deszczowe dni, jak ten, w którym rzucił mnie tam los, choć po wyjściu i tak przemoczyło mnie w Ogrodach Tuileries, skąd widać Łuk Triumfalny, a żeby dostać się do Dorsay, dokąd właśnie zmierzałem, musiałem przekroczyć Sekwanę, wzdłuż której jechali kolarze z Tour de France, co wcale sprawy nie ułatwiało.

W Dorsay nic nie przykuło mojej uwagi na dłużej; może dlatego, że prezentowane tam dzieła są młodsze od tych z Luwru, a im bliżej czasów współczesnych, tym bardziej jest coś opatrzone i tym mniejsze robi wrażenie, ale to już sama się o tym przekonasz.

Stamtąd, według Internetu, najlepiej było dostać się do Pompidou na piechotę, nie tylko ze względu na zagrodzone drogi i kibiców Tour de France, ale w ogóle, bo i w metrze, zmieniając linię, niekiedy również — i to wcale nie mniej niż po powierzchni Paryża — trzeba się nachodzić.

Pompidou z wierzchu, ze względu na obiegające je rury, wcale nie przypomina muzeum (nie bez powodu mówi się żartobliwie, że to rafineria), a dzieła na wystawach również, moim zdaniem, nie zasługują — a przynajmniej nie wszystkie — na status obiektów muzealnych; zresztą sama zobaczysz, ale nie prędko, bo mają Pompidou remontować, ale i sama wiesz, jak to jest ze sztuką współczesną.

Kochana, kładę się zmęczony po całym dniu, a Ty wyczekuj jeszcze listów dwóch, ze świadomością, że nim dojdzie ten ostatni, ja będę już w Polsce i o tej porze będę kładł się po całym dniu zmęczony, wcale nie inaczej niż teraz, za to przy Tobie.

E.W.