Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Bajka z Krainy Dziwadeł o tym, co najobrzydliwsze

Photo by Lan Gao on Unsplash

Zaczęło się od obrania kierunku na zachód, do Krainy Dziwadeł znanej również z ziemniaków zwanych tamże pyrami. Chłopak pewien, który znikał tak rok w rok, wziął ze sobą kolegów, by i tym razem podziać się z nimi w zarzewiu wszelkiej magii, gdzie od jej nadmiaru zawsze rozstępuje się niebo, a tu i ówdzie gromadzą się najrozmaitsze kreatury, tworząc przystań niedopasowanych dusz.

Chłopak ten, chodząc to tu, to tam, przysłuchiwał się mądrym głowom, które piszą tajemne księgi, ale i trzymał się z przyjaciółmi, którzy wędrowali wzdłuż i wszerz Krainy, zatrzymując się przy tym, od czego tylko mocniej zawiało tajemniczością. Śmieli się, jedli, pili; błąkali się, ciągle czegoś wypatrując, i nieustannie coś podziwiali.

Wtem zobaczył Ją, na stoisku, gdzie biegają ludki, którymi można sterować za pomocą własnych palców. Odwróciła się, wyczuwszy wzrok jego na swych plecach. Miała oczy jak małe jeziorka, a włosy jak ripplemarki na ich dnie. Postanowił do niej zagaić, raz, drugi, potem trzeci i czwarty, a ona, ciągle uśmiechnięta, dała mu do siebie kontakt, więc pisał do niej po nocach, a ona do niego.

Dnia następnego — a dni tych było trzy — zdradziła mu, kiedy ma przerwę, to i zabrał ją na obiad, choć nie starczyło im czasu, by kupić jej frytki belgijskie. Oddał jej zatem swoje burrito, przyniósł też napój i ciastko z wróżbą i posiedział z nią, udając zainteresowanie fikcją na ekranie. Ciągle zadowolona, mówiła mu, że jest mądry i żeby tu przychodził, opowiadała o sobie i zadawała mu wcześniej przygotowane pytania. Była nim zainteresowana i łapała go za rękę, by pokazać, jak zimne ma dłonie. Po całym dniu na nogach brakło jej siły, by wspólnie się gdzieś udać, lecz obiecała, że będzie okazja, bo za tydzień nic nie robi, a i może przyjechać w jego strony.

Wykazawszy się zrozumieniem, Chłopak skinął głową i powiedział, że poczeka, aż skończy, by odprowadzić ją na stalowe monstrum, które zabierze ją do domu na kółkach. Zgodziła się, więc czekał na nią na ławce. Mijały minuty, kwadranse, aż zgasło za nim światło, a wrota, za którymi przebywała, zostały zamknięte na klucz przez mordy najszkaradniejsze z najszkaradniejszych.

Nigdy już do niego nie wyszła. Nigdy już więcej jej nie widział. Już nigdy nie dostał od niej żadnej wiadomości, nie usłyszał żadnego słowa. Chłopak po prostu nie widział, bo i zobaczyć się tego nie da, że wśród potworów były też duchy.

Ciemność otuliła mu serce, poszarzały mu białka w oczach i skruszył się w nim duch jego własny, który już do końca trupa dźwigać musiał.