Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Szuflada uratuje

Obraz wygenerowałem za pomocą sztucznej inteligencji midjourney ai

Jest pewna sfera życia, która — jestem tego pewien — w końcu mnie zmiażdży, bezlitośnie i bez uprzedzenia, i najzwyczajniej będzie po mnie: papierologia — lepszego (gorszego?) słowa nie znam. Wszelkie dokumenty, nawet w najprostszej formie, z jakiegoś powodu mnie przerażają — przerażają i przerastają — i jak już je wypełnię, to wcale nie uświadamiam sobie, że nie było z nimi tak źle, jak myślałem, że będzie, tylko utwierdzam się w przekonaniu, żeby było źle, a nawet gorzej, niż myślałem, że będzie, a potem, przy następnych dokumentach, wmawiam sobie, że będzie jeszcze gorzej i wcale się nie mylę, a chciałbym.

Zawsze przy wypełnianiu dokumentów zrobię błąd, bez wyjątku i wahania. Muszę być nastawiony na to, żeby mieć kilka egzemplarzy dokumentu, by w razie błędu — który, co podkreślam, jest nieunikniony — wypełnić go od nowa, nawet jeśli ów wymaga ode mnie podania najprostszych danych. Przy całym tym przeklętym procesie rodzi się pytań więcej niż psów na wiosnę (Podpisać się tu czy tam? Z dużej czy z małej? Pod kreską czy nad?), w dodatku nie ma ich komu zadać.

To pierwsza część tej tragedii. Druga wiąże się z tym, że kiedy już będę w posiadaniu jakichś dokumentów — jakichś ważnych, zresztą wszystkie są ważne — to je zgubię: umowy na książkę, rachunki za tłumaczenie, świadectwa pracy, wykazy tego i siamtego, a potem już mnie dojadą: wejdą do mnie do domu, potem na konto bankowe i na koniec zedrą mi spodnie z bladej dupy.

Tak zrobią mi, nie żadnym oszustom podatkowym i innym krętaczom, tylko właśnie mi i wszystkim innym uczciwym ludziom, którzy w znoju życia i kreatywności zagubią ważne — bardzo ważne, najważniejsze na świecie — dokumenty, o których zapomnieli w momencie, jak tylko je gdzieś odłożyli.

W tym wypadku nie uratuje mnie teczka ani segregator. Sposoby na ratunek są trzy: 1) prywatna sekretarka — póki co odpada. 2) przygotowanie się na płacenie wszelkich możliwych kar, jakie wymyśli sobie aparat rządzący — bardziej prawdopodobne niż opcja pierwsza. 3) szuflada — muszę wpieprzać, i to od razu, wszystkie dokumenty do jednej szuflady, a potem nigdy jej nie otwierać, przynajmniej do momentu, aż przyjdą oni: papierolodzy o kwadratowych głowach, wystrugani przez leśne demony i skarłowaciałych polityków.

Szuflada. To mój ratunek.