Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Niewidzialna łapa

obraz wygenerowałem za pomocą sztucznej inteligencji midjourney ai

To było tak:

Rankiem znalazłem pod drzwiami własnego kota — Cipka. Płakał. Krzyczał o pomoc.

— Cipku, co ci jest? — pytałem, a on w odpowiedzi jedynie powrzaskiwał.

Zaniosłem go do łazienki i położyłem na koc, nie wiedząc, co jeszcze na ten moment zrobić. Myślałem, że nie przeżyje; w głowie obracały mi się kamienie, a on, próbując mi udowodnić, ile ma sił, wstawał. Serce mi się kruszyło, upodabniając do skamieniałych myśli, kiedy łapy odmawiały mu posłuszeństwa, wyginając się w drugą stronę. Nie mogłem na to patrzeć: to scena jak z horroru, w którym ciągną do ciebie zombie — istoty, które kochasz, a które los zamienił w potwory.

Najgorsze jednak, że — a wiele na to wskazywało — urządzili go tak inni ludzie. Aż mi żółć zalewa wątrobę, kiedy o tym pomyślę.

Zawiozłem go do weterynarza, potem woziłem go tam codziennie przez dłuższy czas. Miał zmiażdżone łapy, w jedną wdała się martwica, i dziurę w plecach taką, że widziałem narządy wewnętrzne — dosłownie.

Cipek, kochany przez nas wszystkich, znalazł się na granicy życia i śmierci i inni z rodziny, ale i przyjaciele, przekonywali mnie, że powinienem go uśpić, bo tylko męczę to biedne zwierzę. Powoli szykowałem się do zaakceptowania takiego stanu rzeczy i układałem w głowie mowę pożegnalną, którą chciałem wygłosić sam, w szczerym polu.

Pewnego wieczora jednak, kiedy leżał na fotelu nafaszerowany przeciwbólowymi, klęknąłem przy nim i zapytałem:

— Cipciulek, wiesz, co mi mówią, ale ja zapytam ciebie.

— Pytaj — on na to.

— Cipciulek, czy ty chcesz żyć?

On na to:

— Tak, chcę.

To ja mu na to:

— Będziesz w takim razie żył.

Amputowaliśmy łapę i palec, co zniósł dzielnie, choć mnie słabo się robiło na widok wygolonej, posrebrzanej połaci, skąd do niedawna wyrastała piękna, miękka łapka. Nie umiał chodzić, ciągle się przewracał, przez co mnie dusza malała do rozmiarów brudu za paznokciem, a nocą nawiedzały go takie koszmary, że w niespodziewanych momentach wystrzeliwał pod sam sufit.

Największy kłopot sprawiała jednak dziura na plecach, ponieważ brakowało skóry i nie dało się jej zszyć — po zszyciu rana i tak się otwierała i paskudziła.

Ale przeżył. Teraz ma trzy łapy, bliznę na całe plecy i wiele przydomków: Cipek Trójłap, Cipek Trójnóg, Cipek Nieśmiertelny, Cipek Odważny, Cipek z Dziurą Zamiast Pleców, Cipek Król Trójłapi Pierwszy, Cipek Niewidzialny, Cipek Niewidzialnołapy, Cipek Duch, Cipek Fantomowołapy.

Nie dawali mu szans na przeżycie, ale udało się, a teraz już żyje bez łapy dłużej niż z łapą; świetnie sobie radzi, przynosi nawet myszy.