Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Chłop w konia się zamienia

Zbliżenie z kościelnej wieży na balkon (ceglasty dach), na którym napisałem poprzedni list

Czechy, Brno.

Dzień 10.

List 9, w którym nadawca zmienia odbiorcę

Drogi Franz,

Powiedz: dlaczego Cię tu nie ma? Swoją obecnością ożywiłbyś to godne pożałowania Brno. Następnym razem wezmę Cię za łeb i z nami pojedziesz. Wiesz, że nie masz ze mną szans ani w zapasach, ani na pięści.

Z rana zjadłem obrzydliwie słodką bułkę ze śliwką, którą kupili mi chłopaki, mniej leniwi niż ja, żeby udać się do sklepu, i walnąłem herbatę z granulatu. Granulowana herbata nie uchowała się w Polsce. Ostatni raz piłem taką, a raczej jadłem, jako dziecko; nie, piłem też taką na ognisku u Ukaszka, ale on jest wojskowym, a wiadomo — wojskowi zawsze mają (i wymyślają) najfajniejsze rzeczy.

W pierwszej kolejności udaliśmy się na wieżę Katedry Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Z góry miasto wygląda o wiele lepiej (nie widać, że jest martwe); powiedziałbym, że nawet „o niebo lepiej”, ale dziwnie mi używać takiego sformułowania, kiedy — i to dosłownie — ocenia się je z perspektywy chmur.

Później udaliśmy się do Špilberku, do twierdzy, która niegdyś pełniła rolę więzienia. Dość przykre to miejsce, szczególnie, kiedy zwiedza się je ze świadomością, że przetrzymywali tam (o czym świadczy tabliczka na wejściu) głównie Polaków z Galicji. Lecz, jeśli mam być szczery, tylko takie więzienia mają sens: W niektórych celach upychali nawet po trzydziestu chłopów, których w niesforną pogodę najzwyczajniej zalewało.

O wiele wstrętniejsza tego dnia okazała się krypta kapucynów. Mnisi, pokurczeni przez czas, cali czarni, niby ulepieni z kruchego węgla, leżą w szklanych trumnach lub pokotem w celach. Strach wziąć tam głębszy oddech, żeby paproch z wiekowego kapucyna nie wpadł do ust. Ciężko uwierzyć, Franz, że niedługo i my nie będziemy się niczym od nich różnić.

Dosłownie drzwi obok znajdowała się wystawa zminiaturyzowanych, wykonanych z drewna wynalazków Da Vinciego, więc cóż szkodziło nam — nam, ludziom wiedzy i poloru — wstąpić tam przy okazji? Jakiś dziadzio, który z tą kolekcją przemierza kraj, rozstawił się tego dnia akurat w Brnie. Powiedział, że nas, Polaków, rozumie w połowie, na co ja mu odpowiedziałem, że ja ich, Czechów, też rozumiem w połowie, więc w razie potrzeby zrozumiemy się w pełni: puścił na głośnikach — i to na całą salkę — tekst przetłumaczony w google tłumaczu.

Po zwiedzaniu znów doprowadziłem się do stanu zezwierzęcenia, zjadłszy zupę czosnkową i petardę makaronu, tak że nie mogłem się ruszyć. Tamci śmiali się z mojego chodu po obiedzie; ty byś się nie śmiał, bo pewnie nażarłbyś się wcale nie gorzej niż ja.

Franz, powiem Ci jeszcze, że chłopaki wieczorem oglądali Zmierzch. Czy Ty, gdybyś tu był, pozwoliłbyś im na to? Czy raczej, o ile byśmy się chwilę wcześniej nie przejedli, tańczylibyśmy do ulubionych teledysków?

PS. M. udaje przez sen konia (siada i przeciągle prycha) i nie wiem, co z tym faktem zrobić.

E.W.