MAIL O ŚMIERCI

Co roku o tej porze myślę, czy nie napisać maila (z autowysyłaniem na rok do przodu) do bliskich mi osób z instrukcją, co robić, kiedy umrę (albo zginę). Chyba jednak nadal wydaje mi się, że śmierć jest daleko, więc zwlekam. Poza tym, jak zapomnę, żeby przestawić autowysyłanie, to rozejdzie się wiadomość, że nie żyję, a wtedy będzie kleks. Z drugiej strony nigdy nie wiadomo, kiedy to nastąpi — a zatem warto byłoby się jakoś zabezpieczyć — ale mam nadzieję, że nie teraz, nie zaraz, a najlepiej to nigdy, bo to straszna nuda — nie żyć: nic się nie dzieje, nikt nic nie mówi, nie słyszy się nawet własnych myśli.
W tym mailu zawarłbym:
*co zrobić z moimi książkami, które napisałem, a których nie zdążyłem wydać: komu je dać, kto ma je przeczytać, kto ma wyrazić pierwszą opinię i kto ma je poprawić, a kto odpowiadać za dopracowanie fragmentów, jeśli zajdzie taka potrzeba, i kto ma dostarczyć pomysły na ewentualne rozwiązania czy luki fabularne. I najmniej ważne — kto ma czerpać zyski z tantiemów, na co mają iść i jaka część dla kogo.
*co zrobić z książkami z domowej biblioteczki, jako że to jedyne, co tak naprawdę mam na własność. Na pewno nie chciałbym, żeby były sprzedawane, bo nie po to nie piję i nie palę, żeby potem ktoś — szczególnie taki, co pije i pali — dorobił sobie na wyprzedaży pozycji z mojej biblioteczki.
*co zrobić z moim ciałem, tylko nie przewidzę przecież daty swojej śmierci, więc to niewiele pomoże, bo do tego czasu pewnie już coś z nim zrobią, ale mówię wam teraz — w każdym razie nie chcę, żebyście palili moje ciało, w razie gdyby przyszło wstać do walki na Czas Apokalipsy, bo jak mnie sproszkujecie, to już nie powalczę, już za miecz nie chwycę. Musicie wpieprzyć mnie do dołu takim, jaki jestem, najlepiej w dżinsach, bluzie z kapturem i w jakiejś głupiej koszulce, tak jak chodzę całe życie, na co dzień, do tego nieuczesany i niedogolony.
*co zrobić z moimi organami. Jak będą się nadawać, to bierzcie je dla innych, bo jak inni umrą, to dajcie spokój — straszna to nuda, więc lepiej niech żyją.
*co zrobić, kiedy wpadnie ktoś na pomysł, żeby postawić mi pomnik. Proszę nie stawiać żadnych pomników nad grobem, a najlepiej to żadnych pomników w ogóle nigdy, a tym bardziej na cmentarzu. Chcę, żeby płyta mojego grobu była płaska, jak stół, i żeby przychodzili inni, siadali wokół i korzystali z niego, jak ze stołu: grali na nim w karty, jedli, siedzieli i leżeli, a nawet tańczyli. Tak, proszę tańczyć na moim grobie! I proszę mi nie palić na nim żadnych świeczek, bo wtedy nie będzie można na nim tańczyć, a jak macie coś po sobie zostawić, to kładźcie z boku długopisy, kartki papieru, cukierki, ostre sosy i przyprawy, rysujcie na nim markerkami, kredkami, kredą i farbą, co tylko chcecie, a dziewczyny niech zostawiają na płycie nagrobnej odciski naszminkowanych ust.
*co zrobić — jak się zachowywać i w co ubrać — na moim pogrzebie. Będzie przemowa do odczytania, to na pewno, i piosenka do puszczenia, może dwie, bo pewnie nie będę mógł się zdecydować. A jak ksiądz (nie ma co sobie zawracać głowy, żeby pogrzebu nie odprawiał jakiś batman) nie zgodzi się na któreś z moich życzeń, proszę do niego podejść i jebnąć mu z piąchy w łeb, najlepiej prawy sierpowy. I proszę nie zakładać na mój pogrzeb garniturów, a jak ktoś nie wytrzyma, a ktoś taki znajdzie się na pewno, proszę chociaż o to, żeby absolutnie nie zakładać krawata, a koszulę rozpiąć pod szyją.
Z grubsza to tyle, bo nad szczegółami będę musiał jeszcze pomyśleć.