Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

HISTORIA KOSZULEK

Photo by Haryo Setyadi on Unsplash

Mój przyjaciel — i to już od dawna — ma dziesięć takich samych koszulek. Są to zwykłe bordowe T-shirty. Dowiedziałem się o tym dopiero, gdy pakował się przy mnie na podróż w zeszłym roku. Wcześniej, muszę przyznać, myślałem, że ma jedną, ale tak ją pokochał, za strukturę materiału i tak dalej, że ciągle ją pierze i nosi, kiedy tylko może, bo drugiej takiej najzwyczajniej nie dokupi. Czasami się nie da, za żadne pieniądze, i ja to rozumiem.

Dziesięć takich samych, niczym nieróżniących się T-shirtów — uznałem to za wspaniały pomysł, ale mimo to zapytałem go wtedy:

— A co jeśli pomyślą, że masz jedną?

— Chuj mnie to obchodzi.

— No tak.

Też zapragnąłem być jak on i ci, którzy mnie znają, wiedzą, że ów pomysł zrealizowałem już dawno temu (nie było łatwo, ale o tym zaraz), z tym że mam dziesięć zielonych i dziesięć szarych, do tego wyglądają jak sprane (taki dizajn) i są oversizowe, ale nie za duże — oversize to po prostu inny krój — czyli są takie, jak lubię.

Przez charakterystykę tych koszulek wzrasta jednak prawdopodobieństwo tego, że inni uznają mnie za brudasa, bo chodzi taki łeb, ciągle w tej samej koszulce, do tego spranej i za dużej, jakby odziedziczył ją po ojcu i nosił ją z sentymentu, dopóki materiał trzyma i nie ma dziur pod pachami.

Mój przyjaciel pracuje zdalnie, a ja obracam się wśród ludzi, dlatego do tych, których widuję na co dzień, mówię od razu:

— Mam dwadzieścia takich T-shirtów, jak coś.

— Okay — odpowiadają.

Albo się śmieją. W większości przypadków raczej właśnie się śmieją. Może pomyślą co innego, ale lepiej, żeby wiedzieli, jaki jestem, tym bardziej, jeśli przyprawi ich to o lekki uśmiech.

Przynajmniej nie muszę zastanawiać się nad wyborem koszulek i tracić na to energii, co nie znaczy, że czasem nie zakładam innych, jeśli najdzie mnie ochota.

Ale dlaczego tak ciężko jest kupić pakiet jednokolorowych koszulek, zwanych również T-shirtami, w wielopaku za normalną cenę? Zupełnie tego nie rozumiem. Albo sprzedają pięć, ale każda w innym kolorze, albo sprzedają pojedynczo, przez co jest drożej, a do tego wysyłają mi maile, czy zamówienie na pewno się zgadza, bo jeśli tak, to nie mają na stanie tylu sztuk i musieliby je ściągać z różnych sklepów, a to wcale im się nie opłaca.

Podpowiem wam, drodzy producenci koszulek, co zrobić: wyprodukujcie wysokiej jakości koszulki (100% bawełna, koniecznie) i sprzedawajcie je w wielopaku, minimum 5 sztuk w paczce, a najlepiej 10, do tego, jeśli się odważycie, możecie je ponumerować, najlepiej wielkimi liczbami na klacie, począwszy od numerków dwucyfrowych, a skończywszy na trzycyfrowych, na przykład: #95, #96… #103, #104.

Pierwszego klienta już macie. A jak myślicie, że nikt tego nie podłapie, mogę być dla was żywą reklamą.