Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

ŁYSO

Photo by Nicolas Krebs on Unsplash

Trwa w Polsce akcja na wielką skalę, zapoczątkowana przez Bedoesa, ciągnięta przez Łatwogang — słowem, zbierają pieniądze na rzecz Cancer Fighters. Każdy, kto ma Internet, wie mniej więcej, o czym mowa, a kto ma telewizor, również, choć może nieco mniej. Nigdy nie interesowały mnie streamy — nadal tak naprawdę mnie nie interesują — i nie rozumiałem, jak można je oglądać, bo co niby obchodzi mnie to, co ktoś robi przed kamerką w zaciszu własnego domu. Kiedy jednak zajrzałem na transmisję we wtorek, by sprawdzić, ile zebrali, skończyło się na tym, że oglądałem go trzy godziny, uzależniony od przesuwającego się paska wpłat, a do tego bawiłem się wyśmienicie. Poszczególnych wydarzeń nie będę streszczał, bo roi się od tego na każdym profilu, zresztą próba ich streszczenia brzmi jak senne majaki. Najbardziej, powiem w skrócie, bawi mnie (nie rozśmiesza, ale stanowi rozrywkę), kiedy po osiągnięciu danego pułapu któryś z celebrytów obieca pogodzić się z tym czy tamtym, z tą czy tamtą, zupełnie na odwrót niż to, co generuje największe zasięgi. Tak, szanowni, naprawia się świat, dosłownie, ku większej idei. Dałem parę złotych i poszedłem spać. Rano w szkole zapytałem uczniów, czy też oglądali streama — ktoś musiał, w końcu wczoraj było ponad sto tysięcy widzów, a rekordowo nawet sto pięćdziesiąt (w niedzielę półtora miliona). Ktoś oglądał, ktoś nie, ale każdy był w miarę na bieżąco, a przynajmniej słyszał o tym wydarzeniu. Jeden uczeń zapytał, czy też ogolę się na łyso, a ja mu na to, że jak wszyscy w klasie coś wpłacą, to tak. Wydawało mi się to niemożliwe — zawsze znajdzie się ktoś… a to bez środków na koncie, a to z telefonem rozładowanym, a to po prostu ktoś niechętny do wpłat, kto uważa, że zbiórka na raka jest walką jałową i czystym biznesem, gdyż lek na tę chorobę istnieje od dawna, ale gdyby był dostępny, nie można byłoby zarabiać na chorych (może to i prawda, ale ta prawda niczego nie zmienia i w niczym nie pomaga). W każdym razie, wiecie co? Każdy z uczniów wpłacił. Słowo się rzekło. Poprosiłem, by nie mówili o tym innym klasom, a zapytam resztę, czy wpłacą, jeśli obiecam się ściąć na łyso. Każda kolejna klasa też wpłaciła, każdy jeden. W piątek po lekcjach poszliśmy razem i dałem się ogolić. Czuję się z tym świetnie. A po tym, co wydarzyło się teraz — przez weekend — nawet chcę być łysy. I chcę, żeby wszystkie chłopy ogoliły się na łyso, przynajmniej na lato. W niedzielę, kiedy piszę te słowa, dorzucam jeszcze parę złotych od siebie i siedzę z uczuciem pustki, ale pierwszy raz szczerze czuję też dumę z bycia Polakiem.