rzeczy, których nie wolno wyrzucić

Rzeczy, których nie można wyrzucić:
Kubek od niej — z kotem i napisem „kotam cię”. Drugi kubek od niej — z żabką i napisem „żajebisty facet”. I jeszcze jeden — dla „superchłopaka”, który dostałem niedawno, na dzień chłopaka właśnie, dlatego boli najbardziej, ale i tak z niego piję, ćwicząc w ten sposób hart ducha.
Bluza od niej — Drużyna Pierścienia na klacie; musiałbym przytyć, żeby jej nie zakładać. Koszulka od niej — nora hobbita na klacie; oversize, więc nawet gdybym przybrał na masie, nosiłbym i tak, a jak się zniszczy, będę w niej spał. Druga koszulka od niej, z Popeyem, kupiona na Malcie. Trzecia koszulka od niej — już nie pamiętam która, ale też nie wolno jej wyrzucić. Komplet bawełnianych dresów od niej, góra i dół, najwygodniejsze ze wszystkich moich łachmanów. Do tego ciuchy, które mi wybrała, a także te od jej Mamy, w tym skarpetki na każdy dzień tygodnia — from Monday to Sunday; będą mi o niej (o nich) przypominać, ale muszą zostać, a ja muszę być twardy w miękkich ciuchach.
Srebrny łańcuch na szyję, a na nim pierścień, ten jedyny. Skórzany portfel Wittchena od niej, w którym ciągle noszę pieniądze, i flakon perfum, które wożę w aucie, bo w domu nigdy nie pamiętam, że mam się popsikać, a używać ich będę chyba jeszcze przez kolejne pięćdziesiąt lat.
Figurka brązowego jamnika, który medytuje u mnie na półce, i kruk na stercie czaszek, który wypatruje mnie pośród książek złowieszczym wzrokiem. I książki od niej, niektóre przeczytane (Biała ciemność), inne jeszcze nie (Krwawy księżyc, Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus). Te nieprzeczytanie przeczytam, nie ma takiej siły, żebym tego nie zrobił. I jeszcze jedna książka, ale po niej, a nie od niej — Lot nad kukułczym gniazdem, którego nie dokończyłem, tak samo jak Ona; twierdziła jednak, że mi się spodoba. Lampka od niej, świeci w różnych kolorach i przedstawia Smeagola (oczywiście nie obyło się bez komentarza, że wybrała go specjalnie, po to, żeby mi dogryźć, choć przecież jestem — byłem — dla niej najprzystojniejszy, nawet wbrew opinii jej koleżankom). Smeagol niestety musi świecić, bo nie wiem, kiedy mam włączoną listwę, a jak jej nie włączę, zaraz padnie mi laptop. Figurka Bilbo Bagginsa od niej, stoi na półce, mimo że nienawidziła, kiedy miałem „nasrane wokół bibelotami”; to jednak przełknęła. Zdjęcia po niej, ale wydrukowane tylko jedno, którego nigdy nie chciałem jej pokazać; teraz nie wiem, gdzie je mam, ale jak tylko je znajdę, schowam je w miejscu, o którym będę pamiętał.
I fakeowy kubek z kawą od niej, o smaku ciasteczkowym — artefakt, którego nie można wyrzucić najbardziej ze wszystkich rzeczy od niej i po niej.