Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

SUBTELNY RODZAJ SZCZĘŚCIA

Photo by Veroniki Thetis Chelioti on Unsplash

Z tym szczęściem u mnie różnie. Raz przybiera gargantuiczną formę kształtów nie do opisania, innym razem nie ma po nim nawet smugi na płótnie rzeczywistości. Są jednak pewne rodzaje szczęścia, które — tak myślę — nie opuszczają mnie nigdy, a jednym z nich jest to do książek, szczególnie do ich wyszukiwania i kupowania.

Przyciągam książki, zarówno te, które chciałbym mieć, jak i te, o których nie wiem, że je chciałbym mieć. Jakoś zawsze wpadają mi w ręce. Co prawda buszowanie po księgarniach i antykwariatach jest jednym z moich ulubionych zajęć podczas zwiedzania innych miast, co czynię z taką samą sumiennością, jak w przypadku odwiedzin w muzeach czy galeriach sztuki, i co oczywiście zwiększa prawdopodobieństwo znalezienia jakiejś pozycji, więc można by powiedzieć, że to żadne szczęście, że byłoby nim, gdybym znajdował książki na ulicy, w pociągach albo w opuszczonych budynkach. Tak, choć każde z wyżej wymienionych też mi się przydarzyło, ale jak wytłumaczyć to, że marzą mi się stare wydania książek pulp fiction z Ameryki lat 60/70/80, niedostępne nigdzie w Polsce, a potem wchodzę do krakowskiego antykwariatu i znajduję ich cały stosik. Nie są najtańsze, ale przynajmniej są. Sytuacja zmusza mnie również do tego, żeby się zastanowić, jaka była historia człowieka, który zaciągnął je akurat do tego antykwariatu. Poza tym jedną pulpową powieść — i to napisaną w oryginale — znalazłem nawet w Intermarche! Jak to wytłumaczyć? Przecież ona nie miała prawa tam być! Umówiłem się też z koleżanką ze Stanów na wymianę paczek — ja wyślę jej dobroci z Polski, a ona mnie książkowe rarytasy z Zachodniej Wirginii. Udało się, pomimo trudności. Sama wybierała tytuły i trafiła tak, że nic z tego co mam w biblioteczce — a trochę tego jest — się nie powtórzyło, a do tego dorzuciła nawet jedną powieść pulpową, które zbieram. Podarowała mi kilka klasyków, ale i powieści z tego rodzaju, który mi się nawet nie śnił. I co, nadal to żadne szczęście? Nie znam drugiego takiego książkowego szczęściarza jak ja.