GŁĘBIA MYCH SŁÓW

154 lata temu francuski autor Juliusz Verne, znany nam dobrze również w Polsce, napisał książkę „Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi”. Dziś, choć zalicza się do klasyków literatury światowej, została niemal zapomniana i pamiętają ją raczej starsze pokolenia czy, powiedzmy to sobie szczerze, nieco starsza młodzież, w tym na przykład ja. Przeczytałem ją dwa razy, drugi raz, jak malowałem któregoś razu płot: wtedy zleciała mi cała na słuchawkach w upalne lato, chłodząc mnie, gdy męczyłem się z pędzlem w dłoni. Jej akcja rozgrywa się w 1866 roku, a jej głównym bohaterem jest kapitan Nemo, ekscentryczny podróżnik, samotnik, wynalazca. Z samej książki niewiele wiemy, kim tak naprawdę jest ta tajemnicza postać. Ale! Według rękopisu Verne’a, Nemo był — uwaga, uwaga — Polakiem. Był powstańcem styczniowym zesłanym na Syberię, a po powrocie zapragnął pomścić rodzinę, która straciła życie właśnie po powstaniu styczniowym wskutek rosyjskich represji, dlatego on, mimo iż wolał trzymać się z dala od spraw świata na lądzie, poprzysiągł sobie zatapiać statki rosyjskiej floty handlowej podczas pokonywania podmorskich głębin.
Niestety wydawca Verne’a, Pierre-Jules Hetzel, ze względu dobro na stosunków francusko-rosyjskich (lub, innymi słowy, po prostu bał się potężnej Rosji) zasugerował mu, by dokonać pewnej zmiany – dlatego w „Tajemniczej wyspie” (w kontynuacji „Dwudziestu tysięcy mil podmorskiej żeglugi”) kapitan okazuje się Hindusem, księciem Dakkarem. Ostatecznie autor zmienił narodowość Nemo na hinduską, wiedząc, że liberalny rząd brytyjski nie będzie protestował.
Ja jednak, w pełni legalnie, ponieważ dzieła Mistrza Verna są w tzw. Domenie Publicznej, pozwalam wam spojrzeć na postać kapitana Nemo tak, jak — miejmy nadzieję — chciałby tego sam autor. Zachęcam więc do sięgnięcia po książkę „Odmęt” (wyd. Planeta Czytelnika) — antologię morską, w której możecie przeczytać moje opowiadanie — JESZCZE JEDNA MILA PODMORSKIEJ ŻEGLUGI. Mam nadzieję, że Mistrz, gdziekolwiek teraz jest, nie ma mi za złe, że pożyczyłem od niego statku, by przepłynąć się jeszcze raz z dawną załogą.