Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

BOCIANIE GNIAZDA

bocianie gniazda

List 3, maj, Strasbourg

Pani Mamo,

Zakończywszy poprzedni list wzmianką o książkach, postanowiłem ów rozpocząć w sposób podobny: a mianowicie, w pobliskim parku — w tak zwanej oranżerii — stoi altanka, która jest jedną wielką — małą, ale wielką — biblioteczką, skąd można wziąć sobie książkę nie tylko na czas krótkiego posiedzenia, choć kiedy miejsce to najdzie, na przykład tak jak wtedy, paskudny Niemiec z torbą bez dna, to różnie, zazwyczaj nieprzyjemnie, może się to skończyć, w tym wypadku — i całe szczęście — szyderstwem ze strony Francuzów. Wziąłem jedną książkę, przyznaję, tak samo Pani Córka — i zwróciłem się z obietnicą do Wielkiego Kosmosu, że jeśli natknę się na podobną półeczkę — w innym miejscu na świecie, lecz nie mniej magicznym — zostawię tam jakąś pozycję od siebie.

Oranżeria jest miejscem, gdzie nie sposób — a przynajmniej nie za pierwszym pobytem, nie ot tak — zanurzyć się w lekturze: wokół bowiem roi się od niezwykłości, od wodospadów, oczek wodnych i innych formacji wodnych, gdzie w wysokich trawach czają się łódki do wypożyczenia, a pod nimi żółwie (żółwie nie są do wypożyczenia), gdzie są place zabaw, ukryte ścieżki w cieniu, tory do grania w bule, do biegania czy po prostu do ukrywania się przed światem, a nieopodal, w centrum parku, znajduje się bociani raj, rzędy specyficzny drzew, na których mieszkają te ptaki, a którymi — jako symbolem, na wpół oficjalnie — szczyci się Strasbourg.

Z wielką przyjemnością spędza się tam czas po zjedzeniu wypieków z lokalnego targu, zwłaszcza kiedy dołoży się do tego wieloowocowe lody, a potem — dla kontrastu, ale i z ciekawości — skieruje się prosto do Parlamentu Europejskiego. Oczywiście, weszliśmy do środka, do studia telewizyjnego i na salę obrad, by usiąść tam i poczuć, że człowiek woli usadzić się wśród natury posługującej się mimo wszystko bardziej zrozumiałym językiem niż parlamentarzyści (swoją drogą, Pani Córka by się tu nadawała, ale, rzecz jasna, nigdy by się do tego nie przyznała).

Może napiszę jeszcze jeden list, ale nie wiem, gdyż zaczyna brakować mi sił, więc gdyby stało się tak, że go nie napiszę, to obiecuję, że resztę tego, co nam się przydarzyło, opowiem po przyjeździe.

E.W.