Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

ROWEREM JAK HOFFMAN

ja i krasnal skazany na wieczne tortury przez Tinguely’ego

2 list z podróży, maj

Pani Mamo,

Zostajemy w Bazylei; zatrzymuje nas tu miasto, ale i pogoda, a z nią ceny biletów na pociągi, które z godziny na godzinę rosną w zastraszającym tempie. Pada i wieje, dlatego ruszamy na penetrację muzeów i wszelkich mniej lub bardziej nieoczywistych wnętrz, takich jak na przykład kościół zapraszający do siebie LGBTowców, którego część ksiądz przeznaczył na prowadzenie restauracji, ulokowanej między nim a szklanymi piramidami, jakby te dwa punkty, przepełnione ścierającymi się energiami, miały zatrzymać gości chociażby na kawę i ciastko. Chodzimy przez pasy jak Beatlesi, z jednej strony ulicy na drugą, od budynku do budynku, a w przerwach zatrzymujemy się, by zaczerpnąć trochę wody pitnej z fontanienki z rzygającym kuroliszkiem; co i raz siadamy też na ławeczkach, szczególnie na moją prośbę, zupełnie jakby stopy, zaskoczone moim zachowaniem, nie zdążyły się przestawić na wakacyjne marsze w czterdziestostopniowe upały.

Staramy się zrozumieć instalacje Tinguely’ego, które nazywane są rzeźbami, a które zapracowały swoją oryginalnością na odrębną nazwę „métamatics”, ale nijak nam to nie idzie, bo cóż może oznaczać krasnal zawieszony nad wiadrem do góry nogami, którego zmusza do ruchu cały zestaw maszynerii ważącej lekko kilka ton, lub pęczniejące pompowańce o nieokreślonych kształtach, które wyskoczyły na mnie z wrzaskiem w jednej z przejściowych sal, aż podskoczyłem z wcale nie mniejszym krzykiem, wystawiając się tym samym na pośmiewisko dziewczyn (proszę o to zapytać swoją Córkę, kiedy już wrócimy, a na pewno Jej to poprawi humor)? Kolekcję obrazów uzbierali tu wcale nie najgorszą, taką, że nie mają się czego powstydzić na rynku światowym, tak samo kolekcję ze starożytnego Egiptu, którą udało nam się zobaczyć w zamian za dwudziestominutowy spacer po okolicy. Dodatkowo, w muzeum historii, miałem przyjemność, a może i nieprzyjemność, przekonać się, jak się jeździ na rowerze po zażyciu LSD, ale bez wkładania listka pod język… i mam nadzieję, że nigdy nie nadarzy się okazja, by przetestować to ponownie. Ze mną wszelkie podróże są bezpieczne, więc proszę się, Pani Mamo, o Córkę nie martwić.

E.W.