Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

NIE TACY SAMI

List z podróży nr 4. Madryt obiecany. Styczeń 2024.

Pani Mamo,

Z rana idziemy kupić słodycz dla Pana Taty. Słodkie jest dobre, bo jest słodkie. Hiszpanie mówią, że od słodkiego nigdy się nikomu nie robi gorzko. Są tu całe sklepy z chałwą. To znaczy, dla nas to chałwa, ale tak naprawdę to turrón.

Rodzajów turrón jest więcej niż rodzajów deszczu w Madrycie. Jest turrón jak chałwa, taka jak nasza. Jest z orzechami, z których ucieszyłaby się niejedna wiewiórka. Jest turrón bardziej czekoladowy niż czekolada. Jest turrón rozpływający się jak masło w gorący letni dzień. Jest turrón obfitujący w tropikalne owoce. Jest turrón dla każdego i, jakby tego było mało, samemu, od przejedzenia, można stać się turrón.

Ostatni raz idziemy do Five Guysów. Moglibyśmy w to miejsce zjeść kanapkę z kalmarami, ale chłopaki — a jest ich pięciu — krzyczą we mnie tak głośno, że nie sposób do nich nie zajść. A potem już zostaje nam uściskać Miśka, największego z największych, bo ważącego 20 ton i mierzącego 4 metry. Ale jest spokojny. Nikogo nie atakuje i chce po prostu zerwać dla siebie truskawkę na środku Madrytu.

I jako że mamy kilka godzin do odlotu, to chcę posiedzieć w Parku Retiro, bo wiem, że będę za nim tęsknił. I to bardzo. Ale niestety, nie możemy tam wejść. Przez Madryt ciągną się kolumny protestantów. Ludzie wyszli na ulicę w sprawie Palestyny, więc my siedzimy i na nich patrzymy.

Zagaduje do mnie pewien stary Hiszpan. Pyta, czemu nie protestuję, a ja mu na to, że nie wiem nawet, o co się tu rozchodzi, dosłownie i w przenośni. Przyznaję, że jestem ignorantem, ale jestem nim z własnego świadomego wyboru, a on, że Palestyna to, Palestyna tamto i pyta skąd jestem. Mówię mu, że z Polski, a on do mnie, że jego krew jest czerwona i pyta mnie, jaka jest moja, a ja mu, że czerwona, na co on, że widzisz, jesteśmy tacy sami, trzeba protestować, tak jak ja, a mam już 70 lat. Kiwam głową, myśląc sobie, że fajnie to brzmi, ale nie jesteśmy tacy sami — nie jesteśmy lepsi ani gorsi, to prawda, ale na pewno nie jesteśmy tacy sami.

Bez problemu docieramy na lotnisko. Lot też zanosi się na spokojny. Niepokój przejął od nas Madryt. Już jutro będziemy w Polsce, ale nie tacy sami, jak kiedy z niej wyjeżdżaliśmy. Wrócimy inni, ale nie gorsi, tylko lepsi.

E.W.