JAK SIĘ DOSTAĆ DO MENNICY

List z podróży nr 2. Madryt obiecany. Styczeń 2024.
Pani mamo,
Złe wiatry ustały, dosłownie, a nadciągnęły wiatry pomyślne, choć niedosłownie. Zabrałem więc Pani córkę — w końcu! — do mojego ulubionego miejsca na świecie. Park Retiro już nie tylko napawa mnie spokojem, ale również, kiedy jesteśmy tu razem, radością tak wielką, że niemal się o nią potykam, niby upadły anioł na marmurowym filarze, który wita nas na wejściu.
Już teraz Pani Córka wie, jaki nastrój tam panuje, i wie, dlaczego kocham to miejsce, te drzewa i ławki, te ścieżki i mostki, które deptałem po wielokroć. Wie, która ławka jest moją ulubioną (jedna z tych przed Pałacem Kryształowym), i wie, by w razie życiowych perturbacji mnie tam szukać, nigdzie indziej. I wie, że w tamtejszym stawie mieszkają żółwie, które wychodzą jedynie do nielicznych, i widzi, jak taflę stawu głaszczą dwa czarne łabędzie — Lorenzo i Luna.
I teraz wie, że jak idzie się przez park na północ, to mija się Pałac Velázqueza, w którym wystawiają ten rodzaj sztuki, jakiego nie pojmuję, a jaki i tak weszliśmy zobaczyć, a kawałek dalej znajduje się staw sztuczny, ale królewski, z egzotycznymi rybami zamiast kaczek, gdzie można popływać łódeczką, tuż pod pomnikiem Filipa IV. Wie, jaką ostrożność trzeba zachować na czas wiosłowania, żeby nie zderzyć się z innymi (sama chciała powiosłować), i wie, gdzie są wodospady i dom rybaka, i że tuż obok jest wyjście, a stamtąd niedaleko do Narodowego Muzeum Archeologicznego, w którym śmieje się, że ja muszę płacić za bilet, a Ona nie, a w środku, na wyciągnięcie ręki, ma przed sobą całą historię Hiszpanii, lecz nic z pozostałości plemion, których jesteśmy przedstawicielami (hobbitów). Wie też, gdzie jest mennica i jakie są w niej monety, i domyśla się, jak się dostać niepostrzeżenie do środka, żeby wynieść stamtąd worki pełne monet, ale tego może już nie będę zdradzał.
PS. Pani Mamo, kiedy wrócimy, na pewno będzie mówić, że nie wie, jak dostać się do mennicy niepostrzeżenie, więc proszę Ją o to nie wypytywać.
E.W.