Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

NAVORSKI NA EL-PRAT

List 13, ostatni, wyjazd z Barcelony

Kochana,

Ruszyliśmy do Parku Güell.

Już kiedyś miałem tam wejść, lecz — jako że to miejsce skażone jest ilością stóp przybywających zewsząd — nie pozwoliły mi na to pewne ograniczenia i pozostało mi jedynie cofnąć się spod samych bramek. Wróciłem tam dziś; kupiwszy bilet online, zapobiegłem podobnej sytuacji. Całe szczęście, bo gdybym miał zjawić się tu po raz trzeci, to jedynie z Tobą; inaczej, mimo że góra ta nie należy do najwyższych, nie zebrałbym się na podobną wspinaczkę, tym bardziej nie w taki upał, i jako hobbit (przypominam, nasz gatunek — mój i Twój — jest gatunkiem istot nizinnych) najzwyczajniej bym odpuścił i zamiast tego przygotował się psychicznie na inną wspinaczkę, na Tibidabo lub, w odleglejszej przyszłości, na jedną z polskich gór, której nazwy wolałbym teraz nie zdradzać, a której mogą się co niektórzy domyślić.

Powiem Ci tak: Gaudi nas trochę z tym parkiem oszukał, no ale tylko trochę, bo niektórych rzeczy można się było spodziewać, a raczej można się ich było tam NIE spodziewać. Z początku, po wejściu, które w rzeczywistości jest wejściem od drugiej strony, śmiem wątpić, jakoby Gaudi miał z nim cokolwiek wspólnego, bo… są drzewka, ławki, kręte ścieżki — i niby co z tego zaprojektował? Najlepsze jest na końcu (albo, skoro wchodzimy od drugiej strony — na początku), kiedy to wreszcie pojawiają się place, tarasy, kolumny i wieżyczki. Zaprojektował je w najbardziej rozpoznawalnym ze swoich stylów, który jawi się w moim umyśle jako sklejka rozbitych talerzy kupionych u podmiejskich wyrobników, plus te jaszczurki, najbardziej nadające charakteru. No i tak, jeśliby tam przyjść od drugiej strony (mam na myśli to wejście, które powinno być głównym), można by zobaczyć wszystko to, co najlepsze, bez przepłacania za bilet, a tak szliśmy przez nieznane, aż doczekaliśmy się tego, czego doczekać się mieliśmy.

PS. Utknąłem na lotnisku, mam opóźniony lot i czuję się jak Viktor Navorski, ale jeśli nie zaśniesz przed nastaniem ranka, to jeszcze dziś Cię zobaczę.

E.W.