Obrót ziemi

Planeta wykonała kolejny obrót wokół słońca, a ja nieustannie pozostaję większym fanem tego, kiedy robi go wokół własnej osi; to nowe dni bowiem dają szansę, nie nowe lata. Paradoksalnie, to miesiąc ma przewagę nad rokiem, a tydzień nad miesiącem, a wszystkim tym rządzi dzień.
Co noc zamykamy oczy — następuje wówczas mała śmierć — a potem je otwieramy, rodząc się na nowo, z nowym wszystkim, jeśli tylko pozwolimy sobie na takie — swoją drogą, bardzo pomocne — myślenie; za to kiedy jest nowy rok… cóż, robimy to, co robimy co noc, gdy ziemia obraca się wokół własnej osi, a więc zmiana kalendarza jest wcale nie gorsza — mało tego, nie jest w niczym lepsza — niż zmiana dnia w kalendarzu.
Podsumowania są trudne — często też zbędne — i mało kto wie, jak je robić, jeśli na bieżąco nie prowadzi się czegoś na podobę własnych statystyk, dlatego najlepiej starać się coś osiągnąć — cokolwiek — każdego dnia, robiąc krok po kroku, najlepiej celując w księżyc, a wtedy będziemy mieli pewność, że wykonujemy nieustanny postęp, że żaden dzień nie jest dniem straconym, a w razie niepowodzeń wylądujemy wśród gwiazd. I jeśli tak będziemy robić, nie będzie też potrzeby przyglądania się czemuś z perspektywy końca roku, wtedy podsumowania będą niepotrzebne.
Myślałem kiedyś, żeby napisać list do samego siebie, w którym zadam sobie pytania o to, co udało mi się osiągnąć, ale ostatecznie — po tym, jak uznałem, ile w tej materii, w której się poruszam, nie zależy ode mnie — uznałem ów pomysł za niezbyt nietrafiony.
Jak mówił Mark Twain, Nowy Rok to nieszkodliwa coroczna instytucja, która nie jest szczególnie przydatna dla nikogo, z wyjątkiem pijaków.
Wykorzystać każdy dzień na tyle, na ile się da, dopatrzywszy się możliwości ujętych w kilkunastogodzinne ramy — to jest najlepsze, co możemy dla siebie zrobić, a nowy rok jest okazją tak dobrą, jak nic innego, żeby sobie właśnie o tym przypomnieć.
Wszystkiego dobrego na nowy rok życzę!