Jak to jest?

„Jak to jest, że…?” — ktoś mnie nie raz pytał. I dziwiąc się, nie umiałem odpowiedzieć. Odpowiem teraz, bo chyba już umiem, a na potrzeby lepszego zilustrowania zagadnienia, odsunę egoizm i wstyd.
Emilian, jak to jest, że ponad dziesięć lat trenujesz boks? W tym czasie już wielu zdążyło zrezygnować, a i sam nabawiłeś się licznych kontuzji, podbitych oczu. Jak to jest, że nie boisz się, kiedy 40 kilo cięższy chłop zadaje ciosy? Jak to jest, że bijesz mocniej niż 20 kilo ciężsi koledzy? Jak to jest, że ty — człowiek o nikłej posturze — nie uciekasz przed naćpanymi więźniami (to głupota, wiem) i przyjaciel musi cię odciągać? Jak to jest, że po kilku tygodniach treningu wyciskałeś więcej niż ważysz? Jak to jest, że wchodzisz pod lód, kiedy jest minus 10 i odmarzają ci stopy? Emilian, jak to jest, że rozpieprzyłeś setki czy tysiące osób, pisząc po angielsku (i to wielokrotnie; osób, dla których angielski był językiem ojczystym)? Jak to jest, że zapłacili ci za wyobraźnię, a ty te pieniądze oddałeś? Jak to jest, że potem to samo zrobiłeś po polsku, znajdując się obok jeszcze większych nazwisk? Jak to jest, że dogadujesz się z Hiszpanami w ich języku po kilku dniach pobytu w tym kraju (pytanie zadane dawno temu)? Jak to jest, że nauczyłeś się tyle na pamięć, że wiesz i pamiętasz tyle i tyle? Jak to jest, że nie boisz się występować publicznie (boję!)? Jak to jest, że w takich czy takich chwilach zachowujesz względny spokój? Jak to jest, że codziennie, w weekendy też, jeździłeś studiować dwa kierunki od rana do nocy, a potem się okazało, że byłeś jednym z najlepszych studentów (tak powiedział profesor), a w międzyczasie udało ci się napisać kilka książek, z których jedna niedługo wyjdzie na rynek? Jak to jest, że profesorowie, sami z siebie, dali ci coś w prezencie, kiedy odchodziłeś, a potem pytali, czy zostaniesz na doktorat? Jak to jest, że jeszcze wtedy miałeś zaczątki depresji, a potem, o własnych siłach, wywindowałeś do bycia szczęśliwym? Jak to jest, że uratowałeś umierającego ci na rękach, z dziurami w brzuchu kota? Jak to jest, że nauczyłeś się żonglować 6 piłkami? Jak to jest, że w chwilę nauczyłeś się układać jedną z najtrudniejszych łamigłówek na świecie? Jak to jest, że wzięli cię na wychowawcę w szkole? Jak to jest, że — jak się okazało — dla wielu byłeś wsparciem, że wielu pomogłeś i nauczyłeś ich „czegoś więcej”? Jak to jest, że nigdy nie piłeś alkoholu (to podobno bardzo trudne)? Jak to jest, że nie straszna ci śmierć? Jak to jest…?
To wszystko jest cholernie łatwe, przynajmniej z perspektywy czasu. Aż za łatwe. I wcale nie uważam się za nikogo wyjątkowego i tak samo, jak inni, czuję strach i mam obawy; niekiedy wydaje mi się, że czuję większy strach i mam więcej obaw niż inni. Nie namawiam też nikogo do podejmowania kroków ponad swoje siły: każdy bowiem trup na Mt Everest był niegdyś człowiekiem, który chciał pokonać swój strach i udowodnić coś sobie czy komuś.
No dobrze, Emilian, ale jak to jest?
Straciłem miłość swojego życia. I tak to jest. Czego mam się jeszcze bać? Co jeszcze może być dla mnie wyzwaniem? Jakiego ciężaru mam nie móc unieść?
(Przepraszam, siostro, wiem, że miałem o tym nie pisać).