Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Courier New poproszę

obrazek wiadomo skąd

Mam ulubione czcionki. Tak, jak niektórzy mają ulubione buty, bluzki, bolero (czy cokolwiek innego, co niekoniecznie zaczyna się na „b”), tak ja mam czcionki. Wszyscy mają wywalone na to, jakiej używają, kiedy piszą, ale nie ja — szczególnie wtedy, kiedy zależy mi na tym, by tekst był dobry, czyli, nie uwzględniając np. esemesów, prawie zawsze. Mam takie, których używam zawsze; niektóre mi się znudziły, więc szukam nowych. Lubię Candarę, Bookman Oldstyle, Andandę, za to nie przepadam za Times New Roman; wolę też Calibri od Romana, jeśli chodzi o te bardziej podstawowe. One mają smaki, własne nuty, niby wina, nawet nazwy jakby nieco winne. Najczęściej, na początku, piszę wszystko w Courier New, bo ta pozwala mi szybciej pisać, lepiej płynąć, nie rozprasza, następnie zmieniam ją na inną w zależności od nastroju.

Czcionki są dla mnie jak dla fotografa obiektywy do aparatu. Niektóre zdania w takiej czy innej czcionce wyglądają lepiej lub gorzej. Po napisaniu tekstu zmieniam czcionkę (rozmiar też), patrzę, jak zdania wyglądają w tej czcionce, jak w tamtej, potem te zdania poprawiam, znów zmieniam czcionkę, znów patrzę i poprawiam, aż będę w miarę zadowolony. Nikt ze znanych mi pisarzy nie mówił o ulubionych czcionkach, a jedynie, że tekst wydrukowany i tekst na ekranie się różnią — i z tym się zgadzam: po wydrukowaniu wyłapuję kolejne szorstkości, po czym je poprawiam i nanoszę do pliku — ale by robił to ktoś po zmianie czcionki? Nie wiem, czy w tej kwestii jestem odmieńcem — i pewnie się nie dowiem. Wyobrażacie sobie, jak podchodzę do jakiegoś pisarza, zgarbiony, zawstydzony, i pytam o ulubioną czcionkę?

Jeszcze ciekawostka: Niektórzy, by nastroić się do pisania, puszczają odpowiednią muzyczkę, coś malują, wieszają przed sobą obrazki. Na przykład, umiejscawiając akcję na Dzikim Zachodzie, włączają sobie ścieżkę dźwiękową z westernów, a ja co robię? Zmieniam tło strony na inny kolor. Umiejscawiając akcję na Dzikim Zachodzie, ustawiam ją na pomarańczową, tak by przypominała mi kolorem wysuszoną prerię.

O czym to świadczy? Chyba nikt nigdy — i to na całym świecie — się nad tym nie zastanawiał.