Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

COJESTMAŁPY

Listów z podróży ciąg dalszy:

Barcelona, list 4, dzień 4:

Kochana,

W poniedziałek zamknęli mi prawie wszystkie muzea. Zostało jedno: Moco. W środku, nie wiem dlaczego, kazali mi zdjąć kapelusz. Wystawiali tam głównie współczesnych artystów anglojęzycznych. Prace niektórych (nie te same) już widziałem, ale to jak z odwiedzaniem starych znajomych — zawsze warto. Przemówił do mnie Guillermo — na pewno by ci się spodobał! Bardzo realistyczne obrazy, choć, przez elementy jak wyjęte z koszmarów, nie do końca odzwierciedlają rzeczywistość.

Potem zjadłem focaccię, kupiłem puszkę picia (wiesz co, znalazłem Dr Peppera, na którym był polski napis „o smaku wiśniowym”) i pozostało mi skierować się na plażę. Zauważyłem, że ci, którzy oferują wynajem parasoli plażowych, ukrywają je przysypane piachem w określonych miejscach. Tak samo zauważyłem, że ci, którzy sprzedają koce po 15 euro, kupują je po 5 w sklepie dwie ulice dalej.

Nieco spiekło mnie słońce. Myślę jednak, że to nic groźnego — raz w Lloret przeleżałem na plaży cały dzień, bez filtrów, i nic mnie nawet nie wzięło, za to raz na niekrytym basenie w Polsce dorobiłem się poparzeń II stopnia i dostałem drgawek. Hiszpańskie słońce, o smaku pomarańczy, oddziałuje na mnie inaczej.

Za wiele tego dnia nie widziałem, bo i nie mogłem, dlatego  napomknę Ci jeszcze o problemie z taksówkarzami i uberami: ciężko jakiegokolwiek złapać. Nim do ciebie dojedzie, spotka kogoś po drodze i odwoła kurs. Można na nich czekać w nieskończoność. Aż nachodzi człowieka ochota, by w wolnych chwilach, leżąc w hotelu, zamawiać ubery i odwoływać je, kiedy będą już podjeżdżać.

Aha, i nadal nie wiem, jak zapalić światło w pokoju, i nie pływałem też na dachu w hotelowym basenie. Po prawie całym dniu w morzu najzwyczajniej się nie chce.

Kończąc ten list, jest już 21, powoli robi się ciemno i zastanawiam się, czy kiedy zaczyna się miesiąc, to czy zaczyna się powoli, czy raczej na początku się rozpędza, a potem, jakby z braku sił, powoli dobiega ku końcowi.

E.W.