Pod uszka

Straciłem jedną z najważniejszych rzeczy — poduszkę.
W przeciwieństwie do większości, śpię tylko na jednej małej poduszce. Jak można inaczej? Przecież te wielkie poduchy, napompowane jak modne usta, niemal wyginają człowieka w pół. To jest normalne? Chyba jeśli chcemy skręcić sobie kark. Poduszka, jak wskazuje sama nazwa, musi być pod uszka, tak by głowa nie opadała w stronę barku, kiedy leży się na boku.
Poduszkę, którą niedawno straciłem, ponieważ zżarła ją pralka, miałem, odkąd pamiętam. I nie wiem, skąd się u mnie wzięła. Pojawiła się nieoczekiwanie jak miłość. Bardzo się do niej przywiązałem. Kiedy spałem poza domem, nieco się męczyłem, a jednocześnie bałem się brać ją ze sobą, by nic się jej nie stało w trakcie podróży.
Była długim prostokątem, słabo wypchanym, tak że środek niemal pozostawał pusty: gdy więc, leżąc na plecach, kładłem głowę pośrodku, otulała moje uszy i nie musiałem słuchać świata, a gdy chciałem uzyskać pozycję wygodną do czytania, po prostu składałem ją na pół i wciskałem sobie pod potylicę.
Najbardziej jednak urzekało mnie jej wypełnienie: poduszka nie sprężynowała ani nie była zbyt twarda, lekko się formowała, zupełnie jakby mnie słuchała. I zawsze w razie potrzeby mogłem to wypełnienie przepchnąć w jeden lub drugi koniec. Czasami wydawało mi się, że ona do mnie szepcze. Że głos ten pochodzi z jej głębi. Czułem jej oddech.
Cóż to za nadzienie? — myślałem już po stracie. Jakby ktoś wcisnął do niej runo leśne, które nie skrzypi. Albo ser mozarella, który nigdy nie pleśnieje. Albo jakby sam anioł urwał kawałek chmurki ze słonecznego nieba i postanowił włożyć mi w nagrodę do poduszki. Czasami, gdy suwak z boku lekko się rozsuwał, wypadały z niej białe pyłki, zupełnie jak krztynki chmury, które chcą uciec w stronę gwiazd. Zbierałem je skrzętnie i wsadzałem z powrotem, słysząc od innych, żeby wreszcie się jej pozbyć, że już do niczego się nie nadaje!
Testowałem ostatnio różne poduszki: wszystkie są pozbawione znamion sensu. Musiałem zwinąć koc i wsadzić go w powłoczkę. Może kiedyś, gdy sobie zasłużę, jakiś anioł zerwie dla mnie kawałek chmurki, a póki co… póki co czekają mnie nie aż tak przyjemne noce.
///////////////////////////////////////
MATERIAŁ DODATKOWY: Wydarzenia opisane w ostatnim wpisie (tydzień temu) zostały opisane jeszcze zanim do nich doszło. Opisał je Emilian z przyszłości, tak by uspokoić Emiliana z teraźniejszości. Dzień ten jednak przebiegł tak, jak został opisany, z tym, że dostałem 5, a nie 4.