Powiem ci o środzie

…ilian, u ciebie jest niedziela wieczór, ale u mnie, u Emiliana, jest środa, też wieczór. Powiem ci, jak było i jak będzie dzisiaj, OK?
Dzisiaj miałeś obronę, do której z mniejszą lub większą intensywnością przygotowywałeś się od początku lipca. We wtorek nie mogłeś zasnąć, bo przez pierwsze dni wakacji chodziłeś spać o 3 nad ranem, no cóż, taka twoja natura, a to, że wyznaczyli ci obronę na 9:55, to już nie twoja wina. Dzień wcześniej zrezygnowałeś z wieczornego grania na konsoli, co w niczym ci nie pomogło, ale zrobiłeś to dla zasady, żeby nie kusić losu.
Dobrze, że w niedzielę opracowałeś sobie jeszcze te dwa pytania, a w poniedziałek to jedno, które ci zostało. Wszystkich miałeś dziesięć, ale opracowałeś dziewięć — to sprytne, bo przy losowaniu dwóch, zawsze można jedno odrzucić. Przez kolejne dwa dni wstawałeś przed 11, po czym wychodziłeś z psem, by za niedługo znowu wyjść, do lasu, żeby móc się uczyć. Może i miałeś rację z tym, że nie da się, przynajmniej już nie, wbić do łba tych suchych informacji. Szczęście, że znów próbowałeś znaleźć ukojenie w filozofii i przypomniało ci się, że niektórzy filozofowie, żeby pobudzić mózg, dość intensywnie spacerowali — to pomogło i tobie.
Przed wyjściem z domu zastanawiałeś się, czy nie założyć długich spodni, bo napieprzał wiatr, potem, w połowie drogi, złapał cię deszcz, a na koniec wyszło słońce. Tak, to ty byłeś tym wariatem, który błąka się między drzewami i gada do siebie po hiszpańsku. Brakowało tylko dłuższej trasy i opadów śniegu, żebyś mógł wkuć do łba więcej, niż wkułeś, nie sądzisz?
W środę wertowałeś notatki w samochodzie i na uczelni, potem coś zjadłeś i usiadłeś przed tą komisją. Komisja to takie wielkie słowo, nie? Obserwowałeś, jak rozlewa ci się po mięśniach stres, nad którym próbowałeś zapanować. Na szczęście rozpuścił się, jak tylko zacząłeś mówić. Próbowałeś się uśmiechać, ale nie będę ci mówił, jaką miałeś minę: w połączeniu z tymi podkrążonymi oczyma, no lepiej nie będę… Zresztą, już nie raz, zmęczony do kości, odpowiadałeś na skomplikowane pytania, to cóż szkodziło ci zrobić to raz jeszcze? Przecież broniłeś już dwie prace!
Wiem, że bez większego sensu jest dla ciebie uczenie się dat, nazw miejsc, nazwisk i faktów jako takich, że nie na tym polega dla ciebie nauka, ale to nie ma już najmniejszego znaczenia, bo ich ograłeś. Wylosowałeś dwa pytania, na które dobrze znałeś odpowiedź i zastanawiałeś się, na które z nich wygłosić monolog, który usatysfakcjonuje komisję. Powiedziałeś, co trzeba, po czym przypomniałeś sobie, że jednak nie powiedziałeś wszystkiego, co wiesz, ale to już też nie miało większego znaczenia, bo zdałeś. Ograłeś ich w tę śmieszną, żałosną grę, która ma za zadanie pełnić jedynie rolę stresora.
Dostałeś czwórkę. Chyba nie spodziewałeś się, że dostaniesz 5, prawda? Ta ocena i tak jest bez znaczenia, nikt cię o nią nigdy nie zapyta, może poza rodzicami i babciami. Babcie jako pierwsze pisały do ciebie, jak ci poszło. Nie chciało ci się im odpisywać, ale odpisałeś. Poszedłeś zeżreć kurczaki w KFC i kupić sobie książkę w języku obcym. Wróciłeś do domu przed 18, wyszedłeś z psem i znów mogłeś ukryć się w cieniu wiatru i szukać Juliana Caraxa.
No i był już wieczór, Em…