Niech się farba nie łuszczy

Poszedłem do przyjaciela na parapetówkę. Prezent od nas dostał w takim kartonie, że on sam, mimo że mały nie jest, zmieściłby się do środka, gdyby tylko owinąć go mocno taśmą. Ode mnie prywatnie dostał obraz namalowany na modłę Boba Rossa. Gdy już zostanę kiedyś sławnym pisarzem, a on pochwali się innym, że ma coś mojego autorstwa, ale jest to obraz, a nie książka — boję się, że go wyśmieją, mimo że szanse na taki obrót spraw są niewielkie. Jeśli tak się jednak kiedyś stanie, wiem, że on będzie śmiał się razem z nimi — taki już jest.
Do znajomych zawsze chodzę w bluzie i dresach, tym razem założyłem czarne spodnie i ognistą koszulę, a do tego lodowaty krawat, przez co przypominałem jakiegoś polskiego kowboja. Niby jakoś wyglądałem, ale jak zwykle nie dało się nic zrobić z moimi nieszczęsnymi włosami. AP z tej okazji — nie z okazji parapetówki, tylko z tej, że tak się wystroiłem — musiał zrobić sobie ze mną specjalne zdjęcie.
Szybko się zaczęło, ale szybko nie skończyło. Były tańce na krzesłach i balkonie, w kuchni i na przedpokoju. Przeplatał się płacz ze śmiechem, przeplatały rozmowy poważne i debilne żarty. Wygibasy na gołe klaty też były, tak samo jak odznaczanie na plecach dłoni, które przypominały później prehistoryczne malunki z jaskiń. Było robienie pompek po pijaku i podciąganie się na drążku — i to takie że CZ, co jest bykiem jak Pudzian, chlapnął całym swym cielskiem na podłogę i pocałował łbem panele. Walki sumo też były i na rękawice bokserskie też. Grała muzyka stara i nowa, było disco-łupanie i klasyki, Bogurodzica śpiewana była też. Skończyło się na medytacji na siedząco, czyli grzecznie.
Obyło się bez większych, a nawet żadnych, szkód. Chciałbym, żeby w mieszkaniu moich przyjaciół tak już zostało, czyli bez większych szkód właśnie, nie bez żadnych, bo tak się nie da i takie życzenia byłyby próżne. Ale chciałbym przynajmniej, żeby farba im na ścianach się nigdy nie łuszczyła, a sąsiedzi, których mają wokół, żyli jeszcze długo; żeby okna im nie pękały, a mieszkanie to, niby nowy kibel, pozbywało się największego gówna, jakie jest w stanie wysrać życie.