WSZYSCY CHCIELIŚMY TO ZOBACZYĆ

Mam taką zasadę — tak ją nazwałem: Wszyscy chcemy/chcieliśmy to zobaczyć — która odnosi się głównie do czytania książek lub oglądania filmów, a ogólniej: do pochłaniania wszelkich utworów kulturowych. I na czym polega? Na tym, by stawiać na pierwszym miejscu — na przykład — historię, jeśli piszemy powieść, i akcję, jeśli kręcimy film akcji, i tak dalej. Są takie momenty czy sceny, w których autor — czy reżyser, czy bohater — przesadza.
Kiedy?
Kiedy James Bond zasysa słomką tlen z opony pod wodą, by móc dłużej zostać pod powierzchnią. Kiedy Indiana Jones chowa się w lodówce przed wybuchem bomby atomowej. Kiedy tornado zasysa rekiny z oceanu, przenosi je nad miastami, a następnie zrzuca na ludzi. Tego rodzaju przykłady można wręcz mnożyć bez końca: Przeskakiwanie z samochodu do samochodu przy dużej prędkości. Wyciąganie zawleczki granatu zębami i rzucanie go bez żadnego stresu. Ogłuszenie człowieka jednym ciosem, po którym budzi się idealnie po dwudziestu minutach.
I kiedy oglądam z kimś film, a ktoś zwróci uwagę na tego rodzaju problem, niezwykle się denerwuję i mówię: Człowieku, wiesz, że to film? Wiesz, że to akcyjniak? Wiesz, co włączyliśmy do oglądania? I kiedy słyszę w odpowiedzi: Ale to przesada. To nie miało prawa się wydarzyć. To byłoby niemożliwe. Nigdy by się to nie udało. Wtedy mówię: I co z tego? Ktoś: Jak to co z tego? Ja: No co z tego? Człowieku, wszyscy chcieliśmy to zobaczyć, właśnie to, właśnie, żeby się to wydarzyło, tak, a nie inaczej. Rozumiesz? Przecież na to czekaliśmy. My wszyscy chcieliśmy to zobaczyć. Tylko ty nie?
Najgorsze, że kiedy dochodzi do takiej sceny, sam zauważam, że to przesadzone, a mam tak przez ojca, który wszystko, co widzi — co słyszy i co do niego dociera — traktuje z przesadnym realizmem i zbyt dosłownie, a potem to poddaje głębokiej, zbędnej analizie.
Dajcie spokój z tym, że coś nie ma podłoża w rzeczywistości, nawet jeśli oglądamy film osadzony w rzeczywistości, bo wszyscy — a ja na pewno — chcieliśmy to właśnie zobaczyć.