GUMOWE JAJA

Puma — ta słynna puma, znana już i widziana w caaałej Polsce — zawędrowała w moje rejony. No, powiedzmy, bo jest nieco wątpliwości, przynajmniej z mojej strony, dlatego najbardziej bawi mnie zamieszczone na jednym z lokalnych portali zdjęcie krzaka na polu z wypowiedzią okolicznego mieszkańca: Była tu, proszę pana, za tym krzakiem. Po prostu, jak mówiła do niedawna młodzież: X, kurwa, D.
Czytam też, że 15 godzin temu widzieli ją w Kłodzku, toteż wydają komunikaty, żeby uważać. W takim razie ja też mam uważać? Czy już nie muszę? Bo gdzie ode mnie do Kłodzka? To by znaczyło, że przemieszcza się z prędkością co najmniej 100 km/h, biega na wskroś całego kraju i nie robi sobie przerw. Może ćwiczy takie sprinty, czy co? Wcześniej jakoś dałem wiarę, że przeszła tu do mnie z zachodniopomorskiego, czyli przez pół Polski — do tego niezauważona, więc najpewniej lasami — ale teraz moja wiara osłabła. Widziano ją tu i tam, ale nikt jej nie wykukał, jak przemieszczała się na co dzień? A teraz, jak wiadomo, gdzie mniej więcej jest, widzi ją każdy? Niewykluczone, wystarczy przejść się do lasu i popatrzeć między drzewa, a z pewnością nasunie się nam coś na podobieństwo pumy.
Więc albo jest ich kilka, albo nie ma ich wcale.
Tylko tak — są drony, jest termowizja, a i problem, żeby namierzyć sto kilo kota? Co więcej — mamy przecież tylu „wspaniałych” myśliwych, którzy potrafią w ciemną noc wytropić mysz po zapachu futra. Gdzie się podziali? Niech się pokażą te łby, jeden z drugim. Dlaczego nie ma ich teraz, akurat, kiedy mogliby się przydać? A jak nie potrafią jej wytropić, bo to egzotyczne zwierzę, to niech siądą na ambonie i poczekają.
Miesiąc temu, kiedy mówili o niej w mediach pierwszy raz, był u mnie Meksykanin i zapytał:
— Dlaczego w telewizji ciągle pokazują pumę?
— Bo jest niebezpieczna.
— Nie rozumiem.
— Hmm, no puma jest niebezpieczna, może kogoś zabić.
— Nie rozumiem.
— Grasuje w lesie, nikt nie wie, gdzie jest… i trzeba ją złapać, zanim komuś stanie się krzywda.
— Chyba nadal nie rozumiem.
— Rozszarpać może!
— No i co?
— No wiesz, normalnie tu w Polsce pumy nie żyją, więc każdy się jej boi.
— Ahaaa.
— No właśnie.
— U mnie w każdym lesie jest puma. — Wzruszył ramionami, jak gdyby mówił, że u nich każdy w ogródku ma co najmniej jedną. — U nas chyba jeszcze nikt nie zginął od ataku pumy.
No właśnie, nikt, a w Meksyku jest tylu ludzi! I tak sobie myślę, że jeśli puma jest u nas, może by ją zostawić? Pumy unikają obcych, więc ryzyko ataku jest mikroskopijne, a można by się pochwalić, że mamy takie zwierzę.
Ale i tak, podsumowując, to chyba puma, co ma jaja z gumy. Niestety?