HIPOTEZA AKTUALIZACJI

Jestem niemal pewny, że większość aktualizacji — a nawet prawie wszystkie, zwłaszcza te najbardziej popularne, dotyczące oprogramowania telefonu i aplikacji mobilnych — jest robiona na złość użytkownikom, a nie dla ich dobra, za to z korzyścią dla ich producentów.
Już wyjaśniam.
Otóż nikt nigdy nie powiedział, że teraz po aktualizacji tej czy tamtej apki nie widzi jakiegoś problemu, który występował wcześniej, że jakiś błąd został naprawiony i w końcu wszystko działa jak należy. A czy to nie powinno być celem twórców czy programistów tej apki?
Jedyne zmiany, jakie widzimy po aktualizacji, to zmiany wizualne, takie, które dla większości użytkowników są zupełnie obojętne; to nie są nawet takie zmiany jak kiedyś, gdy — że tak powiem — kwadraty zamieniali na kółka, tak by wygląd menu czy pulpitu rzeczywiście był milszy dla oka, tak by te ostre spikselowane kontury aż tak nie kłuły, gdy jeździ się po nich wzrokiem. Dzisiejsze zmiany polegają na zmianie kwadratu na inny kwadrat, szerszy albo węższy, na niezauważalnie mniejszy czy większy, o mniej lub bardziej wyrazistym kolorze, a gdy już do tego dojdzie — i tu najgorsze — to ów kwadrat wyląduje w innym miejscu, najlepiej po drugiej stronie ekranu, a jeszcze lepiej, gdy znajdzie się tam, gdzie wcześniej znajdował się inny przycisk, odpowiadający za kompletnie inną funkcję. Wtedy użytkownik się wkurwia, a programista cieszy. Użytkownik traci nerwy — nie raz czy dwa, tylko jest to powtarzający się schemat, który trwa dłuższy czas, bo do momentu przyzwyczajenia się, ale wtedy — uwaga, uwaga — nadejdzie nowa aktualizacja, a programista udowodni, że na coś się przydał, i dostanie kasę za to, że zamieszał łyżką w garnku, mimo że gotowała się w nim nieposolona woda. Oczywiście programista nie chce zrobić tego na złość nam, ale robi to po to, byśmy na nowo uczyli się obsługi apki i do niej przyzwyczajali, jednocześnie kojarząc, że za każdym razem, jak ją otwieramy, budzą się w nas emocje, krótkotrwałe, ale intensywne, następnie łagodzone scrollowaniem, a pośrednio oglądanymi treściami. Można więc powiedzieć, że to sprytna sztuczka z ich strony.