PÓŹNA PORA

Trzecia oznaka starzenia się:
Trzecią oznakę starzenia się nazwałbym „za późno” — jest to pewnego rodzaju nastawienie, które objawia się tym, że po narodzeniu się chęci zrobienia czegoś, mówimy sobie „za późno”, tracimy nagle zapał i odpuszczamy, mimo że wcześniej czuliśmy, że to jest coś, czego tak naprawdę wyczekiwaliśmy i co miało dać nam trochę radości z życia.
W zjawisku „za późno” nie chodzi o zaczęcie czegoś od nowa, o podróż w nieznane, o podjęcie innej pracy czy studiów, o przebranżowienie się czy o czytanie na stare lata baśni Andersena — proszę tego nie mylić, to jest odrębne zjawisko, które wiąże się z brakiem wiary w siebie, z brakiem motywacji, z nieumiejętnością postrzegania sensu w tym, co mamy robić, a przed czym się wzbraniamy z miliona różnych powodów.
Jak zatem wygląda zjawisko „za późno”? Oto przykład: „Poszedłbym dziś do kina, ale seans, który mnie interesuje, zaczyna się o dwudziestej, co znaczy, że skończy się przed północą, więc dla mnie to już… za późno… i lepiej, jak nie będę szedł wcale”. Dlaczego to jest tak naprawdę za późno, tym bardziej w piątek albo sobotę? Przecież po wyjściu z kina i tak nie mamy nic w planach, więc na co — tak na dobrą sprawę — jest wtedy za późno? Czemu ktoś miałby spieszyć się po wieczornym seansie do domu? Albo: „Dziś podobno dzieje się coś na mieście, ale zanim się to zacznie, będzie już ciemno, więc odpuszczam, bo to dla mnie… za późno”. Tylko czym jest tu owo „za późno”? To „za późno”, jeśli się temu logicznie przyjrzeć, nie ma racji bytu. To „za późno” w takim wypadku jest puste, jest jakimś wytrychem, którym nie będziemy, do cholery, niczego otwierać, żadnych alternatyw.
Zjawisko to zaobserwowałem u siebie już dawno — nawet kilka lat temu — ale wtedy jeszcze nie miało tak dużych rozmiarów i nie wydawało się problemem, nie mówiąc już o tym, bym kiedykolwiek uznał to za oznakę starzenia się.
Poza tym nie tylko ja cierpię na „za późno”, a piszę o tym właśnie teraz, gdyż zjawisko to zauważyłem ostatnio u przyjaciela, który czekał na tegoroczne muzyczne zaduszki i pilnował, kiedy będą bilety w sprzedaży, lecz kiedy dowiedział się, że dostępna jest tylko ich druga pula — tj. na koncerty zaczynające się półtorej godziny później, czyli po dwudziestej — najzwyczajniej z tej przyjemności zrezygnował, sądząc, że to dla niego… za późno, a ja wcale mu się nie dziwę, w końcu to mój rówieśnik i starzeje się tak jak ja.
Musimy zrozumieć, że „za późno” nie istnieje w kalendarzu ani na zegarze — rodzi się w głowie, a przecież dopóki potrafimy powiedzieć „a może jednak pójdę”, dopóty nie jest na nic za późno. Z każdym „za późno” coś w nas cichnie — aż w końcu zapadnie taka cisza, że już się z niej nie wygrzebiemy, a to z kolei będzie oznaczać powolną śmierć za życia. Bo to nie czas nam się kończy, to nie noc robi się zbyt ciemna, tylko to w nas gaśnie światło, ta iskra witalności. Iskra młodości. Iskra życia.