TAJEMNICA DŹWIĘKU

Serial „Wzgórze psów”, na podstawie powieści J. Żulczyka (polecam i uznaję ją chyba za najlepszą w jego dotychczasowym dorobku), jest obecnie krytykowany za dźwięk. Wcale się nie dziwię, tyle że co jak co, ale to problem każdej polskiej produkcji filmowej. Trochę niesłusznie — ale i słusznie — obrywa się akurat tej adaptacji. Niesłusznie, bo to nie jest przecież jednorazowy występek, i słusznie, bo dźwięk… cóż, coś tam dźwięczy, tak można by to jedynie określić.
Słowa zlewają się aktorom w papkę (czy dźwięk jest po części winą aktorów, którzy zapomnieli o poprawnej dykcji?), a głośność poszczególnych scen skacze, tak że co i raz trzeba kontrolować moc głośników pilotem: jak mówią, to nie słychać, a jak coś robią, to aż uszy bolą, nie wspominając już o muzyce, która rzeczywiście potrafi zadudnić, akurat po tym, jak aktorzy uśpią odbiorców swoim szeptem.
Warto by się zastanowić, skąd ten problem. Logicznie rozumując, można by od razu wypalić, że problem leży po stronie dźwiękowców i na tym zamknąć temat. W setce najlepszych dźwiękowców filmowych (ranking wg. filmweba) nie ma ani jednego Polaka, a z drugiej strony Mirosław Makowski dwukrotnie odbierał nagrodę za najlepszy dźwięk na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. A „Strefa interesów”? (Dla mnie film nie do zniesienia, wyszedłem z kina, ale oczywiście nie ze względu na dźwięk). Kacper Habisiak, reżyser dźwięku ze studia Dreamsound, przysłużył się do otrzymania Oscara za dźwięk; w końcu tchnął życie w odgłosy, które zamarły po milionach istnień, więc to nie byle co. Parę lat temu zapytali też Wajdę na Woodstocku, skąd u nas w filmach tak zły dźwięk, a on bez głębszego namysłu przyznał, że to jedna wielka zagadka i kiedyś było lepiej. Oglądając starsze polskie produkcje, ciężko się z nim nie zgodzić — technologia poszła do przodu, a niestety dźwięk jest paradoksalnie teraz gorszy.
Wyobrażam sobie, że z tym dźwiękiem to nie tak łatwo — czasem mikrofon trzeszczy, obetrze się, wiatr zawieje i niby potem dźwiękowcy muszą robić coś z niczego — ale dlaczego w zagranicznych produkcjach jest lepiej? Dlaczego oni potrafią, a my nie?
Niektórzy tłumaczą to tym, że Polacy oglądają filmy z lektorem, dlatego nie narzekają na dźwięk w produkcjach zza oceanu, z tego samego powodu (powodu naopak) „Ida” dostała Oscara — ponieważ oglądali ją z napisami. Inni dodają, że język Polski nie jest zbyt przyjazny w tej kwestii, bo szeleszczący — naprawdę? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba by dla porównania prześledzić kinematografię czeską (komu by się chciało?) czy słoweńską.
Wracamy do punktu wyjścia, co można podsumować tak, że nie wiemy, skąd ten problem.
Dźwięk w polskich filmach oceniam na 4/10.