Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

Kocioł

Photo by Tikkho Maciel on Unsplash

Założyłem tego bloga z myślą, że będę publikował tu treści o swoich zmaganiach na polu literackim. Trochę tego zaprzestałem, a trochę zaprzestać musiałem. Zaprzestałem, ponieważ to, nad czym pracowałem, trafiało do kosza (czyżbym zapeszał?), choć nie wrzucone moją ręką (wrzucałem swoje wypociny do kosza własną ręką już zbyt często na przestrzeni lat, by nadal z równie dużą częstotliwością miał to robić). Do wydawców trzeba mieć szczęście, zresztą jak do wszystkiego. Teraz muszę się męczyć, by odzyskać opowiadania, powieści, a to nic przyjemnego. Takie sprawy potrafią się ciągnąć. Niby mam teraz większe doświadczenie, ale cóż mi po nim w przypadku, gdy trafię na godnych zaufania wydawców?

Słowem, wiele napisanych przeze mnie stron trafiło w jakąś otchłań. Mam nadzieję, że na te teksty przyjdzie czas, bardzo w nie wierzę. Z uwagi na powyższe, nie działo się tak wiele, bym miał o czym pisać. Pisać o swoim pisaniu nie jest tak łatwo, z wielu powodów, na przykład takich, że niektórzy tylko czekają, by naliczyć kary, oczywiście sumy bajońskie. A czy gdyby zachowywali się w porządku, musieliby zabezpieczać się w ten sposób?

Jedno z moich tłumaczeń opowiadań, które długo leżakowało i przeszło niemałe wyboje, ukazało się w grudniowym wydaniu Nowej Fantastyki (2024). Jestem wdzięczny redaktorom i autorowi, który pomimo tych wybojów nie opuścił mnie w moich zmaganiach. Los chciał, że trafiłem do grudniowej NF i zdarzyła się chwila magiczna — to wydanie bowiem rozeszło się w pierwszy dzień, odkąd tylko pojawiło się w kioskach i salonikach na terenie całej Polski. Ale spokojnie, jak wszystko dobrze pójdzie, w środę ma być dodruk. Niektórzy mówią, że to wydanie będzie po latach kultowe, jak każde, w którym jest proza Andrzeja Sapkowskiego. Tłumacze to ninja, więc mnie za bardzo nie widać, ale lepiej z tym trafić nie mogłem i przynajmniej dołożyłem do tego swoją cegiełkę. Trzeba stawiać na swoim.