DZIECIĘCE ŻALE

Babcia, przegrzebując stare zdjęcia, znalazła wśród nich kartkę z moimi zapiskami. Pisząc tę notkę, miałem około ośmiu lub dziewięciu lat — może siedmiu, ciężko stwierdzić — i byłem zalany łzami, tak że ledwie widziałem, co bazgrolę, a w sercu zagościł mi wtedy ogrom żalu do rodziców i świata. Gdy babcia mi ją pokazała, od razu spłynęły na mnie wspomnienia z tamtej chwili. Na tę kartkę przelałem cały strumień myśli, całą swą gorycz i wszystkie boleści dziecinnej duszy.
Oto transkrypcja tekstu, pisownia oryginalna:
Tato czemu Sandrze kupiliście kartki a mi co? nic tak tak bendzie najlepiej jak zawsze a o mnie to nikt nie myśli tylko o Sandrze a morze ja tesz bym coś chciał wiesz tato wiesz morze ja też wiesz przykro mi jest wydałeś na to dwanaście złotych a na mnie to szkoda wydać jednego grosza
Dziś się z tego śmieję, wtedy była to dla mnie tragedia nie do przeskoczenia. Napisałem ów list, by wręczyć go ojcu, ponieważ na tamten moment zdechł mi język, a na podniebieniu wyrosły kaktusy. Ojciec wziął tę kartkę, usiadł do stołu i przeczytał. Zaraz chwycił za czerwoną kredkę, poprawił wszystkie błędy, a list odesłał do nadawcy. Myślałem, że napisze mi cokolwiek w odpowiedzi, a on jedynie pokreślił słówka, od których — miałem nadzieję — zrobiłoby się smutno i samemu diabłu. Ojciec zachowywał powagę, obserwując moją reakcję, a ja dalej cierpiałem, jeszcze bardziej niż wcześniej, tyle że nie było tego widać.
Do dziś mam w zwyczaju wylewanie żalu do świata za pomocą słów. Teraz robię to tu albo na kartach książek, gdy piszę o tym, jak złe rzeczy przytrafiają się różnym ludziom. Teraz jest lepiej, bo nie zabraknie mi kartek, a i nikt nie musi na mnie żałować jednego grosza. Teraz ktoś chce moje wypociny czytać, a błędy z przyjemnością poprawiają redaktorzy.
Czasy się zmieniają, ale człowiek w swej naturze niekoniecznie.