Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

LETNI ŻAL

Photo by Rhamely on Unsplash

Przemyślenie przedletnie:

Nadeszły pierwsze nieoszukane — słowo „nieoszukane” jest tu kluczowe — podmuchy ciepła, które nie odejdą ot tak przez następne miesiące. Wcześniejsze, choć równie ciepłe, były oszukane, pod przykrywką obietnicy, gdyż na następny dzień — ni stąd, ni z owąd — nadchodziło paraliżujące zimno, a teraz czuć tę ciężkość, tę lepkość w powietrzu, która czasem nie wynosi się nawet wieczorem. Zawsze na nie czekam — i na te podmuchy, i na te miesiące, na to lato, na ten czas, kiedy jest się wolnym. Właśnie, i tu zaczyna się mój problem — że czekam na lato, jak na nic innego, wyrobiwszy w sobie przekonanie, że okres ten jest bardziej niezwykły niż inne — bo jest! — podczas gdy dla innych jest kolejną porą roku. I przez to mam poczucie, a nigdy tak nie miałem, że lato kończy się w momencie, kiedy się zaczyna; mało tego, że się nie zaczęło, a już zdążyło się skończyć. Cieszę się na przyjście lata, a potem wali mnie myśl, że zaraz go nie będzie i wkrótce przyjdzie nam się zakopać w ciemności na większą część roku, w ciemności, która współgra z czasem, czyniąc go ciężkim i mało znośnym. Skąd we mnie to przekonanie, fałszywe, a zarazem słuszne… lub tak fałszywe, że wydaje mi się bardziej niż słuszne, lub tak słuszne, że oszukuję sam siebie, że jest fałszywe, żeby poczuć się lepiej?

Lato się zaczęło, ale już się skończyło. Niedługo przekonam się, że naprawdę wybuchło, z całym tym gorącem i w ogóle, a potem zakłuje mnie, że serio się skończyło, a trwało zaledwie tydzień, góra dwa. Co mam ze sobą zrobić? Całe życie walczę, by mieć wakacje, a ktoś mi tu ustala — co gorsza, coś w mojej głowie — że będą trwać niespełna dwa tygodnie? To jest niepoważne. Nikt mnie nie uprzedził, że od dorosłości płacić się aż tak wysokie podatki. Kiedyś lato trwało całe lata, dziś zaledwie dwie wypłaty.