NAJAZD NA MIASTO
1 list z podróży, maj 2024
Pani Mamo,
Bazylea przywitała nas ludźmi różnego autoramentu, raczej mętnego; czają się na dworcu, usadzeni na ławkach jak na wystawie dla ulicznych fotografów. Siedzą, patrzą i przechylają butelki, a kto z nich młodszy, tego wysyłają na poszukiwania turystycznych miedziaków, o które nie wstyd im nachalnie prosić. Nie mamy Internetu i, o ile nie chcemy przywieźć z podróży trzycyfrowych rachunków, nie możemy też dzwonić. Co do komunikowania się, to tyle dobrze, że po zapłaceniu podatku mamy „darmową” komunikację miejską, no i hotelowe Wi-Fi, które rzadko się buntuje. Po mieście, na szczęście i tak przyjaznym dla piechurów, poruszamy się w zgodzie z intuicją (takim oto sposobem udało się nam znaleźć lokum), za to tramwajami, dla własnego spokoju, jeździmy zazwyczaj w linii prostej, z jednej strony rzeki na drugą, choć nie ma też potrzeby, przynajmniej na ów moment, by gdzieś zbaczać.
Na pierwszy rzut oka największe wrażenie robi architektura, głównie katedry, na przykład pnące się ponad wszystko inne wieże katedry bazylejskiej, a przy nich artystyczne instalacje, jak na przykład fontanna Tinguely’ego, złożona z abstrakcyjnych elementów podarowanych, tak zgaduję, przez złomowisko, oraz dzieląca miasto Ren, wzdłuż której spacerujemy pod wieczór dnia pierwszego. Na deptakach wzdłuż rzeki ciągnie się życie: ludzie siedzą i jedzą, siedzą i piją, siedzą i palą, siedzą i gadają, a także siedzą i siedzą, a my kluczymy wśród nich, po czym zawracamy, by nie poniosło nas zbyt daleko, a przy tym wszystkim rozglądamy się za tzw. invaderami, czyli elementami sztuki ulicznej, które rozproszył po mieście anonimowy, francuski artysta, a które, złożone z kafelków przypominających piksele, można zeskanować, by uzbierać nieco, dla własnej satysfakcji, punktów na przeznaczonej do tego apce (to świetna, niewymagająca zabawa, swoją drogą dość inspirująca, przynajmniej dla mnie).
Wieczorem, leżąc w łóżkach, zastanawiamy się, czy nie wybrać się gdzieś dalej, do jednego z sąsiednich miast, ale wszystko wskazuje na to, że Bazylea nas przy sobie (w sobie) zatrzyma, więc proszę się, Pani Mamo, nie martwić.
E.W.
