Emilian Wojnowski
← Wróć do bloga

PIENIĄDZE, KTÓRYCH NIE MA

Photo by micheile henderson on Unsplash

Kiedyś pisałem tu, że mdli mnie na samą myśl o wypełnianiu jakiejkolwiek papierologii, w tym dokumentów, które wymagają chociażby zaznaczenia pola krzyżykiem czy zwykłego podpisania się. To samo mam z płatnościami internetowymi.

Blik jest dla mnie synonimem złodziejstwa. Śląc pieniądze blikiem, wyobrażam sobie tę czyhającą w odmętach Internetu wirtualną rękę złodzieja, która chwyta przesyłane przeze mnie liczby, gniecie je w garści i robi sobie z nich poziome ósemki, a potem wkłada je bezczelnie do swojego wora bez dna.

Nie umiem też wykonywać przelewów internetowych. To znaczy, niby każdy, kto ma ręce i mózg, to potrafi, ale ja — ja nie. I wcale nie żartuję. Gdy muszę takowy wykonać, pocę się, a palce same zaczynają mi jeździć po ekranie. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się wykonać przelewu prawidłowo. Zawsze się pomylę i nie ma od tej reguły wyjątków, a nim się przelew zaksięguje, żyję — bo żyć tak muszę, pozbawiony wyboru — z kamiennym sercem, które kruszeje na piach, by następnie zalegać mi w brzuchu długimi godzinami. Przecież jak te pieniądze puszczę, nigdy ich nie odzyskam. Nie wiem, gdzie się po nie udać, gdy otrzyma je niepożądana osoba. Ich nawet przecież nie ma, a my jesteśmy zmuszeni do życia w coraz głębszym, coraz bardziej realnym śnie.

Nie chcę też płacić kartą poprzez dotyk ani w żaden inny sposób za jej pomocą. Ten kawałek plastiku nie ma prawa działać po przyłożeniu go do terminala. To nie mieści mi się w głowie i dopóki nie uwierzę, że tak się dzieje, matrix, w którym żyjemy, nie pozwoli mi nigdy na takie płatności, a kiedy już na taką się skuszę, zrobi mi na złość.

Kocham wolność, którą daje kesz, ale z drugiej strony bankomat tylko czeka, by połknąć mi kartę i pozbawić mnie środków do życia; mało tego, wydaje mi się, że w bankomacie ktoś siedzi, kto wciąga tę kartę, a wydaje nie moją, tylko taką, na której nic nie ma, a świadków przy tym zero.

Banki w moich snach mówią robotycznym głosem: Przepraszamy, nie umiemy Ci pomóc. Potem budzę się i mówią to samo. Przed chwilą opłaciłem bilety na lot, ale z jakiegoś powodu odrzuciło mi kartę z pięć razy. Potem komunikat, że transakcja przebiegła pomyślnie, ale apka od lotów mówi co innego. I żyję teraz w przeświadczeniu, że ktoś upomni się o pięciokrotną płatność, kiedy to ja i tak ledwie dycham, bo nie wiem, co z przelewem.

Ludzie tak żyją? To jest normalne?